Zgłoszona przez Koalicję Obywatelską, Nową Lewicę, Polskę 2050 i PSL Monika Horny-Cieślak jest wyjątkowo kontrowersyjnym Rzecznikiem Praw Dziecka. Na początku czerwca była na ustach całej Polski, kiedy najpierw interweniowała w sprawie akcji „lody za pasek”, a później w szokujący sposób próbowała ratować swój wizerunek, publikując zdjęcie z właścicielką lodziarni. Niedługo potem pod adresem RPD pojawiły się znacznie poważniejsze zarzuty. Dziennikarze TVN24 donosili o mobbingu w Biurze Rzecznika Praw Dziecka.
Dziś o Horny-Cieślak ponownie zrobiło się głośno za sprawą publikacji Kanału Zero, który opisał szokującą interwencję Rzecznik Praw Dziecka, skutkującą odseparowaniem małych dzieci od rodziców. Wszystko zaczęło się 14 sierpnia, kiedy to Horny-Cieślak miała zwrócić uwagę na ulicy kobiecie, która szarpnęła i nakrzyczała na dziecko wbiegające na ulicę. Po zwróceniu uwagi kobieta miała wulgarnie odezwać się do Horny-Cieślak. RPD zgłosiła sprawę na policję, ale ta nie znalazła powodów, by natychmiast odseparować dzieci od rodziców. Sprawa trafiła do sądu. Pracownik biura RPD miał naciskać na sędziego, przekonując go o konieczności odebrania dzieci. Sąd nie widział jednak takiej konieczności. Ostatecznie miało dojść do spotkania RPD z komendantem stołecznym policji oraz policjantką, która podjęła interwencję wobec rodziny.
- „To wtedy właśnie zapada decyzja, o którą Monika Horna-Cieślak zabiegała od piątku, od momentu kłótni na ulicy. Funkcjonariuszka policji wydaje wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dwójki dzieci (są one w wieku trzech i czterech lat)”
- relacjonuje Zero.pl.
Sprawa ponownie trafiła do sądu, który nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu wskazano, że zachowanie RPD może świadczyć o „próbie wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej, na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich, tezy o konieczności zabrania jej dzieci”.
- „Sąd całokształt działań podjętych wobec rodziny ocenia krótko: »mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej«, a »machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia«”
- podaje portal Zero.pl.
RPD: Wszyscy działali zgodnie z prawem
Sama Monika Horna-Cieślak do sprawy odniosła się na antenie Polsat News, gdzie przywołała sprawę Kamilka z Częstochowy.
- „Nie komentuję orzeczeń sądu, natomiast wielokrotnie jako rzeczniczka praw dziecka nie zgadzałam się z różnymi orzeczeniami w zakresie tego, czy dochodzi do krzywdzenia dzieci. Proszę pamiętać o tym, że w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci”
- przekonywała.
Przedstawiając swoją perspektywę wydarzeń z 14 sierpnia przekonywała, że była „świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej”. Matka miała wulgarnie odnieść się do dziecka.
- „Więc proszę sobie wyobrazić, jeżeli w miejscu publicznym matka w taki sposób mówi do własnych dzieci, to co się dzieje w czterech ścianach?”
- pytała Horny-Cieślak.
Zapewniała też, że „nie spotykała się z żadnym panem komendantem”, a rodzina już wcześniej miała być znana służbom.
- „Była tam wcześniej procedura niebieskiej karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury, a obecnie dzieci nie są w domu”
- twierdzi RDP.
Zaznaczyła, że „kwestionuje to, co mówi sąd w zakresie tego, jak wyglądała ta historia”.
- „Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji, w której dochodziło do przemocy wobec dzieci”
- oświadczyła.
W jej przekonaniu w sprawie tej występowały „czynniki krzywdzenia i zagrożenia dla bezpieczeństwa dziecka”.
- „Wszyscy działali zgodnie z prawem na mocy obowiązującego prawa”
- zapewniała.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.