Pomysł przedstawiany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska jako przełom w finansowaniu ochrony przyrody ma przynosić NFOŚiGW około 220–230 mln zł rocznie. Pieniądze będą pobierane kwartalnie bezpośrednio od przychodów nadleśnictw ze sprzedaży drewna – niezależnie od tego, czy Lasy Państwowe zakończą dany rok wysokim zyskiem, symboliczną nadwyżką czy stratą. Polskie Towarzystwo Leśne ostrzega, że opłata będzie naliczana bez względu na kondycję finansową Lasów i może wywołać poważne skutki dla całego sektora leśno-drzewnego.
Sam cel wydaje się potrzebny. Parki narodowe, rezerwaty i regionalne dyrekcje ochrony środowiska od lat borykają się z niedoborem pieniędzy. Nie oznacza to jednak, że rząd może rozwiązywać problem przez proste sięgnięcie do przychodów innej państwowej instytucji. Ochrona najcenniejszych obszarów przyrodniczych jest obowiązkiem państwa i powinna być finansowana przede wszystkim z budżetu, a nie poprzez stałe osłabianie samofinansującego się modelu Lasów Państwowych.
Danina od przychodu, nawet gdy wynik finansowy spada
Najpoważniejszą wadą projektu jest sposób obliczania wpłaty. Rząd nie chce pobierać części zysku ani nadwyżki finansowej. Danina zostanie naliczona od przychodu ze sprzedaży drewna, zanim odliczone zostaną koszty odnowienia lasów, ochrony przeciwpożarowej, wynagrodzeń, budowy dróg, walki ze szkodnikami czy usuwania skutków wichur i suszy.
To różnica fundamentalna. Przychód nie jest wolną gotówką, którą można dowolnie podzielić. Jest źródłem finansowania całej działalności Lasów Państwowych. Ponad 90 proc. ich wpływów pochodzi właśnie ze sprzedaży drewna, co umożliwia prowadzenie gospodarki leśnej bez stałego utrzymywania jej przez podatników.
W 2024 roku Lasy Państwowe osiągnęły wynik netto wynoszący około 764 mln zł. Jednocześnie ceny drewna spadły średnio o blisko 14 proc., a na wsparcie parków narodowych przekazano już niemal 42 mln zł z funduszu leśnego. Nowa danina na poziomie około 226 mln zł odpowiadałaby więc prawie 30 proc. wyniku finansowego z tamtego roku.
Sytuacja może wyglądać jeszcze gorzej w słabszym okresie. Same Lasy Państwowe wskazywały, że wynik za 2025 rok będzie w dużej mierze zależał od cen drewna, a prognozowana nadwyżka brutto miała być wyraźnie niższa niż rezultat z 2024 roku. Jeżeli jednocześnie spadnie sprzedaż, wzrosną koszty ochrony drzewostanów albo pojawi się konieczność likwidowania skutków klęsk żywiołowych, obowiązek oddania 2 proc. przychodów nadal pozostanie.
Rząd tworzy więc mechanizm, w którym państwo otrzymuje pieniądze niezależnie od sytuacji ekonomicznej płatnika. Ryzyko ponoszą Lasy Państwowe, nadleśnictwa, pracownicy oraz firmy z sektora drzewnego, natomiast administracja centralna zapewnia sobie przewidywalny strumień środków.
Ministerstwo przekonuje, że pieniądze zostaną przeznaczone na ochronę zagrożonych gatunków, odtwarzanie siedlisk, monitoring przyrody, przygotowywanie planów ochrony oraz infrastrukturę dla turystów. To cele potrzebne i społecznie akceptowalne. Problem polega na tym, że szlachetne hasło nie usuwa ekonomicznych wad projektu.
Co więcej, środki nie mają trafiać bezpośrednio do parków według prostego ustawowego algorytmu. Najpierw otrzyma je NFOŚiGW, a następnie będą rozdzielane w ramach określonych programów. Bez twardych gwarancji dotyczących podziału pieniędzy istnieje ryzyko uznaniowości, rozbudowy administracji oraz finansowania przedsięwzięć zależnych od aktualnych priorytetów politycznych resortu.
Projekt należy też oceniać łącznie z innymi działaniami rządu. Z jednej strony ogranicza się lub planuje ograniczać pozyskiwanie drewna na części obszarów, co zmniejsza podstawowe źródło przychodów Lasów Państwowych. Z drugiej strony nakłada się na nie nowe obowiązki finansowe. Równolegle rząd przyjął projekt zwiększający możliwość zaskarżania planów urządzenia lasu i wstrzymywania części działań gospodarczych, co może wydłużać procedury i utrudniać realizację zaplanowanych prac.
Każde z tych rozwiązań może być oddzielnie uzasadniane ochroną przyrody. Łącznie tworzą jednak system, w którym Lasy Państwowe mają mniej swobody gospodarczej, potencjalnie niższe przychody i jednocześnie coraz większe obciążenia.
Polskie Towarzystwo Leśne oceniło, że rządowe analizy skutków są nadmiernie optymistyczne i nie uwzględniają ryzyka dla funkcjonowania Lasów Państwowych oraz sektora leśno-drzewnego. To poważne ostrzeżenie, ponieważ mowa nie tylko o kondycji jednej instytucji, ale również o tartakach, producentach mebli, zakładach papierniczych i tysiącach miejsc pracy zależnych od stabilnej podaży krajowego drewna.
Opozycja nazywa nową opłatę „haraczem”. Paweł Sałek z PiS ocenił, że rząd „pod płaszczykiem ochrony przyrody” zabiera pieniądze instytucji, która już finansuje zadania środowiskowe. Ostrzegł również, że połączenie daniny z ograniczeniami gospodarczymi może osłabiać Lasy Państwowe i przygotowywać grunt pod zmianę ich obecnego modelu.
Dodatkowym zagrożeniem jest możliwość stopniowego zadłużania Lasów Państwowych. Jeżeli jednocześnie będą malały przychody ze sprzedaży drewna, rosły koszty ochrony lasów i pojawiały się kolejne obowiązkowe wpłaty, instytucja może zostać zmuszona do zaciągania zobowiązań albo korzystania z finansowania zewnętrznego. Taki scenariusz mógłby w przyszłości posłużyć jako pretekst do kwestionowania obecnego modelu zarządzania lasami, restrukturyzacji majątku lub prób przejmowania części zasobów pod pozorem ratowania niewydolnej finansowo instytucji. Nie ma dziś dowodów, że taki plan został przyjęty, jednak finansowe osłabianie Lasów Państwowych może stworzyć warunki do działań sprzecznych z interesem publicznym, a nawet do bezprawnych prób przejęcia kontroli nad majątkiem stanowiącym dobro całego narodu.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.