Taką ocenę przedstawił w mediach społecznościowych autor profilu Tȟašúŋke Witkó, były oficer wojsk specjalnych, biorący udział w misjach w Iraku i Afganistanie, a obecnie publicysta.
–Jeśli przyjmiemy, że na Ukrainie zginęło tylko 350 tys. żołnierzy rosyjskich, to – biorąc pod uwagę akademicki stosunek strat „rannych do zabitych” – możemy założyć, iż Rosja trwale utraciła nie mniej niż 1 milion mężczyzn – napisał na Facebooku.
Wpis zwraca uwagę na jeden z najważniejszych problemów rosyjskiej armii: nawet przy bardzo dużych zasobach ludzkich długotrwała wojna oznacza nie tylko śmierć setek tysięcy żołnierzy, ale także ogromną liczbę rannych, okaleczonych i niezdolnych do powrotu na front.
Kolejna mobilizacja może jeszcze pogłębić straty
Autor wpisu odniósł się również do spekulacji o możliwej kolejnej fali mobilizacji w Rosji.
–Teraz z nadzieją czekam na wrześniową mobilizację kolejnych 500 tys. sołdatów – napisał ironicznie Tȟašúŋke Witkó.
Ewentualne powołanie kolejnych setek tysięcy żołnierzy oznaczałoby dalsze obciążenie rosyjskiego społeczeństwa i rynku pracy, ale przede wszystkim zwiększyłoby pulę ludzi kierowanych na front w warunkach, w których straty pozostają bardzo wysokie.
W praktyce dokładne dane dotyczące rosyjskich ofiar wojny są trudne do ustalenia. Moskwa nie publikuje pełnych i wiarygodnych statystyk, a szacunki zachodnich służb, mediów i niezależnych analityków różnią się między sobą. Sam mechanizm jest jednak oczywisty: każda kolejna fala mobilizacyjna pozwala Kremlowi uzupełniać szeregi, ale jednocześnie zwiększa długofalowe koszty demograficzne i społeczne wojny.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.