W opublikowanym na łamach „Rycerza Niepokalanego” artykule warszawski uczony dowodzi, że mówienie o „cudzie” w kontekście Bitwy Warszawskiej nie jest jedynie metaforą. Nie świadczą o tym tylko wspomnienia samych bolszewików, którzy – jak odnotował to kard. Aleksandr Kakowski – opowiadali, że „widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską”. O cudowności tego wydarzenia świadczy również kumulacja zdarzeń, dzięki której „osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata pod Warszawą w 1920 r.” zakończyła się zwycięstwem Polski. Te zdarzenia to m.in. odszyfrowanie bolszewickiej korespondencji przez polski wywiad, dostawa amunicji z Węgier, absurdalne błędy bolszewików czy zjednoczenie całego polskiego społeczeństwa.
- „Należy zauważyć, że ten cudowny splot korzystnych dla Polaków zdarzeń mógł jedynie opóźnić zdobycie Warszawy, ale w żaden sposób nie wyjaśnia nagłego, panicznego odwrotu bolszewickiej armii, mającej za sobą tyle zwycięstw”
- zastrzega prof. Kulik.
Podkreśla, że „paniczny odwrót Armii Czerwonej spod Radzymina 15 sierpnia 1920 r. można wytłumaczyć jedynie jakimś nadzwyczajnym i zaskakującym wydarzeniem”. Sami bolszewicy przekonywali, że zaczęli uciekać, bo zobaczyli na niebie Matkę Bożą z połamanymi strzałami w rękach. To wizerunek Matki Bożej Łaskawej, której przypisuje się kilkukrotne uchronienie polskich miast od zarazy, a w 1652 ogłoszonej Patronką Warszawy i Strażniczką Polski.
- „>>Cud nad Wisłą<< został wymodlony przez Polaków, którzy zjednoczyli się ponad podziałami stanowymi i politycznymi. W lipcu i sierpniu 1920 r. w stolicy trwały żarliwe modlitwy do Boga za wstawiennictwem Matki Bożej Łaskawej, bł. Andrzeja Boboli, patrona Polski, i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. Modliła się wówczas cała Polska, a Matka Boża nie pozostała obojętna na prośby swych dzieci”
- podsumowuje autor.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.