Zawarcie umowy budziło sprzeciw części zarządu PKOl. Krzysztof Wiłkomirski, prezes Polskiego Związku Judo i członek zarządu Komitetu, ocenił ją bardzo krytycznie.
– Prezes Piesiewicz ukrywał najpierw rozmowy z potencjalnym sponsorem, a potem, przez ponad pół roku, treść podpisanej umowy. Mimo trudnej sytuacji finansowej zarząd nie wyraziłby zgody na podpisanie takiej umowy, bez względu na ilość pieniędzy na stole, bo to było reputacyjnie i etycznie słabe – powiedział.
Prawnik: „Sponsor zabezpieczony, ryzyko po stronie PKOl”
Dokument przeanalizował mec. Jarosław Chałas. Jego zdaniem nie była to zwykła umowa sponsorska.
– Nie jest to zwykła umowa sponsorska. W mojej ocenie jest to znacznie dalej idąca umowa komercjalizacji aktywów PKOl i polskiego ruchu olimpijskiego, połączona z projektem kryptowalutowym – ocenił.
Umowa przewidywała również, że w razie sporów dotyczących wykorzystania wizerunku sportowców to PKOl ponosiłby ekonomiczne ryzyko.
– Sponsor zostaje w praktyce zabezpieczony ekonomicznie, natomiast całe ryzyko finansowe sporu ponosi PKOl – wskazał Chałas.
Sponsor nie musiał też usuwać materiałów z wizerunkami olimpijczyków po rozwiązaniu umowy.
– Powiązanie konkretnego olimpijczyka z Zondacrypto może więc funkcjonować w Internecie jeszcze długo po zakończeniu współpracy – zaznaczył prawnik.
PKOl miał otrzymać od sponsora ponad 18,4 mln zł netto w ratach, dodatkowo 5 mln zł w tokenach ZND oraz 35,5 proc. tokenów TMPL. Umowa przewidywała także 50-procentowy udział Komitetu w przychodach netto ze sprzedaży tokena.
– W konsekwencji PKOl przestaje być wyłącznie podmiotem sponsorowanym. Staje się jednocześnie ekonomicznie zainteresowany powodzeniem samego tokena – ocenił Chałas.
Dokument przewidywał również karę 50 tys. euro za wypowiedzi mogące zaszkodzić sponsorowi, tokenowi TMPL lub projektowi tokenizacji.
– Całościowo umowa jest wyraźnie skonstruowana na korzyść sponsora – podsumował mecenas.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.