W obszernym wywiadzie dla Wirtualnej Polski była minister funduszy i polityki regionalnej oskarża premiera o przemocowy styl zarządzania, polityczne naciski i porzucenie wyborczych obietnic. Jej zdaniem koalicja rządząca straciła „kompas etyczny”, a zamiast reform coraz częściej wybiera ochronę politycznych układów.
W rozmowie z Grzegorzem Osieckim i Tomaszem Żółciakiem z Wirtualnej Polski Pełczyńska-Nałęcz oraz odchodzący z resortu wiceminister Jan Szyszko opowiedzieli o kulisach funkcjonowania gabinetu Donalda Tuska.
„To ministerstwo, które naprawdę próbowano zadusić, także zabierając współpracowników. Nie ma drugiego takiego ministerstwa, które przez miesiące pracowało tylko z dwoma wiceministrami” – stwierdziła była minister.
„Ten rząd ma przemocową kulturę zarządzania”
Pełczyńska-Nałęcz szczególnie ostro oceniła sposób traktowania polityków, którzy sprzeciwiali się pomysłom forsowanym przez kierownictwo koalicji.
„Przy sporze o »Kredyt 0 proc.« Premier groził mi odwołaniem, słyszałam, że zaraz mnie zaorają albo że mam się odpieprzyć. To samo przy społecznym budownictwie” – powiedziała.
Jej zdaniem w rządzie coraz większe znaczenie miała polityczna lojalność, a coraz mniejsze – rzeczywiste rozwiązywanie problemów państwa.
„Ta koalicja straciła kompas etyczny” – oceniła, dodając, że rządzącym zaczyna dominować „ideologia podporządkowania wszystkiego układowi, tak żeby było, jak było”.
Była minister nie szczędziła także słów krytyki pod adresem swoich dotychczasowych koalicjantów w związku ze sporem o dwukadencyjność w samorządach.
„Przepycha się je przez parlament wbrew zdecydowanej woli ludzi” – stwierdziła, zarzucając politykom chęć utrzymywania lokalnych układów i ograniczania konkurencji.
Pełczyńska-Nałęcz odniosła się również do sprawy Trybunału Konstytucyjnego i Macieja Berka. Jej zdaniem Koalicja Obywatelska sprzeniewierzyła się zapowiedziom odpolitycznienia tej instytucji.
„Potem Platforma zgrzeszyła dwojako: po pierwsze, grzech wobec wartości, bo obiecywała odpolitycznienie, a potem do TK trafia polityk wprost z rządu” – przekonywała.
O samym Berku powiedziała, że jest politykiem posiadającym „ogromne kompetencje”, ale – według jej oceny – nie spełnia formalnych kryteriów wymaganych od sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Jeszcze poważniejszy zarzut dotyczył zablokowania strategii rozwoju Polski do 2035 roku. Pełczyńska-Nałęcz utrzymuje, że gotowy dokument został zatrzymany jednoosobową decyzją premiera, który miał obawiać się krytyki ze strony PiS.
Odchodząca minister skierowała do Tuska również wymowny apel:
„Odwagi, panie premierze. To nie są czasy ciepłej wody w kranie. Niech przestanie się pan bać wrzątku”.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.