Strach silniejszy od śmierci
Tafefobia, czyli paniczny lęk przed pochowaniem za życia, szczególnie rozpowszechniła się w XVIII i XIX wieku. Ówczesna medycyna nie dysponowała dzisiejszymi metodami stwierdzania zgonu. Głęboka śpiączka, letarg czy inne stany przebiegające z bardzo słabo dostrzegalnymi oznakami życia mogły prowadzić do tragicznych pomyłek.
Obawy potęgowały epidemie, podczas których pogrzeby organizowano niekiedy w wielkim pośpiechu. Sensacyjne doniesienia prasowe i literatura grozy dodatkowo rozpalały wyobraźnię Europejczyków.
W 1891 roku włoski psychiatra Enrico Morselli opisał tafefobię jako szczególną postać silnego lęku przed zamknięciem i pogrzebaniem żywcem.
Strach ten nie omijał ludzi wybitnych. Według relacji historycznych cierpiał na niego Fryderyk Chopin.
„Ziemia dusi... Przysięgnijcie, że mnie otworzycie, abym nie został pochowany żywcem” – takie słowa przypisywane kompozytorowi przed śmiercią przytacza Australian Museum.
Chopin zmarł 17 października 1849 roku w Paryżu. Zgodnie z jego ostatnią wolą serce kompozytora zostało wyjęte z ciała i przewiezione przez siostrę Ludwikę do Warszawy, gdzie spoczywa w kościele Świętego Krzyża.
Obawy przed przedwczesnym pochówkiem przypisywano również Hansowi Christianowi Andersenowi, George'owi Washingtonowi oraz Alfredowi Noblowi.
Wokół tego zagadnienia narosło jednak wiele legend. Opowiadano między innymi o Mikołaju Gogolu, który rzekomo obudził się we własnej trumnie, oraz o polskim jezuicie ks. Piotrze Skardze.
Jak próbowano oszukać śmierć?
Strach przed tragiczną pomyłką doprowadził do powstania niezwykłych wynalazków. W XIX wieku projektowano tak zwane trumny ratunkowe, które miały umożliwić odzyskującemu przytomność człowiekowi wezwanie pomocy.
Jednym z rozwiązań był sznurek łączący rękę pochowanego z dzwonkiem znajdującym się na powierzchni grobu. W innych konstrukcjach montowano rurki doprowadzające powietrze, chorągiewki sygnalizacyjne, a nawet niewielkie drabinki.
W 1868 roku amerykański wynalazca Franz Vester opatentował trumnę wyposażoną w system alarmowy oraz specjalny kanał umożliwiający wydostanie się na powierzchnię.
W podobnych eksperymentach uczestniczyli także Polacy.
W 1892 roku poznaniak Wojciech Kwiatkowski opracował projekt trumny z urządzeniem sygnalizacyjnym. Kilka lat później Michał Karnicki zaproponował konstrukcję wykorzystującą dzwonek, chorągiewkę oraz dopływ powietrza.
Jeszcze wcześniej, w 1848 roku, w Poznaniu powstał niezwykły obiekt nazywany „przedsionkiem śmierci”.
Zbudowano go z inicjatywy hrabiego Edwarda Raczyńskiego, a przedsięwzięcie dokończył jego syn Roger. Umieszczano tam osoby uznane za zmarłe, aby przez pewien czas obserwować, czy nie pojawią się oznaki życia.
Jak przypomina oficjalny portal miasta Poznania, był to „przedsionek dla pozornie zmarłych”.
Dziś podobne urządzenia należą przede wszystkim do historii techniki. Współczesne metody stwierdzania śmierci sprawiają, że ryzyko pochowania żywego człowieka jest niezwykle małe.
W Polsce przepisy co do zasady zabraniają pochówku przed upływem 24 godzin od zgonu, z określonymi ustawowo wyjątkami.
Sama tafefobia jednak nie zniknęła. Jak wskazują badacze historii psychiatrii, jest obecnie rzadkim zaburzeniem lękowym, które może wymagać specjalistycznej pomocy.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.