Tusk w ostatnich dniach rzeczywiście ostrzegał przed możliwością rosyjskich działań hybrydowych wymierzonych w państwa NATO wspierające Ukrainę. Mówił o zagrożeniu ze strony dronów i rakiet oraz powoływał się na informacje pochodzące od amerykańskich, natowskich i ukraińskich służb.
Nykiel uważa jednak, że sposób komunikowania tych zagrożeń może prowadzić do eskalowania społecznego strachu.
– „Histeria, jaką wywołuje Donald Tusk, jest znacznie bardziej niebezpieczna niż obecne zagrożenie dronowe” – pisze. Jej zdaniem granica pomiędzy informowaniem obywateli o zagrożeniu a wykorzystywaniem strachu w polityce staje się coraz mniej wyraźna.
Szczególne wątpliwości budzi sprawa informacji z CIA. Premier mówił wcześniej o otrzymaniu „dość precyzyjnego raportu”, tymczasem wokół formy przekazanych informacji pojawiły się rozbieżności. Wirtualna Polska ustaliła, że rzecznik rządu mówi o przekazaniu materiału również prezydentowi, podczas gdy Pałac Prezydencki twierdzi, że nie otrzymał żadnego dokumentu przygotowanego przez CIA. Według otoczenia prezydenta chodziło raczej o „raportowanie”, czyli przekazanie informacji, a nie o formalny raport w postaci dokumentu.
– „Potwierdzeniem słuszności tych działań ma być tajny raport CIA, którego nikt nie widział” – komentuje Nykiel.
Publicystka idzie dalej i stawia pytanie, czy budowanie atmosfery nadzwyczajnego zagrożenia może mieć w przyszłości konsekwencje polityczne. Wskazuje na możliwość wprowadzenia jednego ze stanów nadzwyczajnych, co zgodnie z Konstytucją miałoby bezpośredni wpływ na kalendarz wyborczy.
Konstytucja rzeczywiście przewiduje, że w czasie stanu nadzwyczajnego oraz przez 90 dni po jego zakończeniu nie mogą odbywać się wybory parlamentarne, prezydenckie ani ogólnokrajowe referendum, a kadencje odpowiednich organów ulegają przedłużeniu. Sam fakt istnienia takiego przepisu nie stanowi jednak dowodu, że rząd planuje wykorzystać go do przesuwania wyborów. Obecnie nie ma oficjalnej zapowiedzi takiego działania.
– „Być może sianie paniki z powodu zagrożenia wojną jest wstępem do wprowadzenia stanu wyjątkowego, który odsunie wybory lub pozwoli na przeprowadzenie innych okołowyborczych manipulacji” – ocenia Nykiel. Jest to jej polityczna hipoteza, nie potwierdzona decyzjami władz.
Drugim wątkiem jej komentarza są finanse publiczne. Tutaj liczby rzeczywiście pokazują szybki wzrost zadłużenia. Według Ministerstwa Finansów państwowy dług publiczny na koniec II kwartału 2026 roku wyniósł 2 bln 147,8 mld zł. Tylko w ciągu kwartału zwiększył się o 139,6 mld zł, czyli o 7 proc., a od końca 2025 roku – o 234,3 mld zł. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych liczony według metodologii unijnej osiągnął natomiast 2 bln 598,3 mld zł.
Nykiel łączy te dane z pytaniem o polityczne konsekwencje pogarszającej się sytuacji finansów państwa.
– „Doświadczamy głębokiego kryzysu odpowiedzialności” – pisze, przekonując, że w okresie realnego zagrożenia zewnętrznego państwo powinno przede wszystkim wzmacniać zaufanie obywateli i stabilność wewnętrzną.
Jej najpoważniejszy zarzut dotyczy właśnie sposobu zarządzania strachem. Publicystka uważa, że jeśli komunikaty o wojnie zostaną podporządkowane walce politycznej, mogą dodatkowo pogłębić podziały społeczne.
– „Przemoc jest oznaką słabości” – stwierdza Nykiel i dodaje, że jej zdaniem działania władz destabilizujące sytuację wewnętrzną mogą być dla państwa równie groźne jak zagrożenia hybrydowe z zewnątrz.
Ostrzeżenia dotyczące rosyjskich działań mają obecnie oparcie w informacjach przekazywanych przez polskie władze oraz zachodnie służby i sojuszników. Osobną kwestią pozostaje jednak sposób, w jaki informacje o zagrożeniu są komunikowane społeczeństwu oraz czy politycy wszystkich stron potrafią oddzielić bezpieczeństwo państwa od bieżącej walki partyjnej.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.