Świadectwo

Paweł Milcarek: Kroplówka modlitwy, o Marysi Patynowskiej

Muszę coś o Marysi Patynowskiej. Minęło już parę dni od jej ukrytej śmierci, niespodziewanej i bez świadków tutaj. Zaskoczyła nas. W ogóle była zawsze cicha i zaskakująca.

2 min czytania
Maria Patynowska
Maria Patynowska
Ja poznałem Marysię późno, chyba dopiero na tle opieki nad moim tatą, jakieś dziesięć lat temu. Ale nasze życie - o czym nie wiedziałem - było przedziwnie złączone już od lat...
W roku 1996/97 Marysia była studentką historii sztuki na ATK/UKSW - i uczestniczyła w zajęciach mojej żony Małgosi. Zajęcia z ikonografii, doktryn artystycznych etc. - a przez to też dużo o teologii, filozofii, obrazowaniu misterium. Tylko że to był zaraz ciężki czas dla nas, młodego małżeństwa: urodziło się nam ciężko chore dziecko, nasze pierwsze. Następne dziewięć miesięcy opieki nad nim - aż do śmierci po operacji - były przedziwnym ciągnącym się jakby jednym dniem, totalnie zdezorganizowanym; a mówiąc ściśle: totalnie przeorientowanym. Wyszliśmy z tamtych dni już inni.
Niedługo po tym Małgosia odeszła z etatu i w ogóle z zajęć na uczelni. Krótka entuzjastyczna historia asystentki skończyła się szybko. To inna rzecz - ale przez to kontakt z Marysią Patynowską się urwał. W pamięci była natomiast po prostu jedną ze studentek.
Wróciła po latach - żeby opowiedzieć Małgosi swoją trudną historię. I żeby opowiedzieć także o tym jaką rolę, nie wiedząc o tym, odegraliśmy ponoć w jej losach kiedyś my, w tamtej dobie naszego pierwszego rodzicielstwa. Tamtej sprawie przypisywała Marysia tak wiele - tak wiele dla swego odkrycia wiary, wcześniej osoby niewierzącej - że to jedynie może oszołomić. Więc niech nie oszałamia, skoro mogło być tak długo tajemnicą jej serca. Tantus dolor non fuit cassus.
I tak to dziwnie się ponownie spotkaliśmy - tym razem już i z moim udziałem, nie tylko Małgosi. Czytam dziś, że Marysia opiekując się swoimi sędziwymi podopiecznymi uwielbiała modlić się za nich i przy nich w milczeniu, godzinami (tak modliła się też przy moim tacie w 2017). A więc teraz, kilka dni po jej odejściu z tej naszej lacrymarum valle, gdy patrzę na jej krótkie i dłuższe "liściki" do mnie na messengerze (na które ja tylko krótko czasem reagowałem) - nagle więcej rozumiem i się domyślam. I czuję się jak ktoś komu wykwalifikowana opiekunka w porę zmieniała kroplówkę swoich modlitw.
Może jest rzeczywiście tak, że jeśli się w młodości znajdziesz pod wrażeniem Anieli Salawy, to znacznie później kiedyś staniesz oko w oko z kimś takim jak ona? Z kimś takim "niepotrzebnym", idącym obok nas krokami, których się nie słyszy.
Chodź z nami dalej, Marysiu. Jeśli Pan pozwoli.

Źródło: Facebook/Paweł Milcarek

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej