Nowe ustalenia izraelskiego portalu „Haaretz” wskazują, że premier Izraela miał otrzymać osobiste ostrzeżenie od prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammeda bin Zayeda około dziesięciu dni przed atakiem. Co więcej, według gazety nie przekazał tej informacji szefom izraelskich służb bezpieczeństwa. Netanjahu wszystkiemu kategorycznie zaprzecza.
Sprawa wywołała w Izraelu polityczne trzęsienie ziemi. Ustalenia pochodzą z przygotowywanej książki dziennikarzy Shlomiego Eldara i Ruth Yuval „Kidnapped: 843 Days of Abandonment”, opartej na rozmowach z dziesiątkami izraelskich i zagranicznych źródeł. Jeden z emirackich rozmówców potwierdził „Times of Israel”, że do rozmowy Netanjahu z Mohammedem bin Zayedem rzeczywiście doszło.
Ostrzeżenie na dziesięć dni przed masakrą
Według „Haaretz” prezydent ZEA miał przekazać Netanjahu, że ówczesny przywódca Hamasu w Strefie Gazy Yahya Sinwar przygotowuje „poważną operację” przeciwko Izraelowi. Rozmowa miała trwać około 45 minut. Bin Zayed obawiał się, że planowane działania doprowadzą do rozlewu krwi, destabilizacji całego regionu i zagrożą porozumieniom abrahamowym.
Według relacji źródeł izraelski premier miał odpowiedzieć spokojnie, że sytuacja w Gazie jest pod kontrolą, a ewentualnego zagrożenia należy raczej spodziewać się na Zachodnim Brzegu. „Haaretz” twierdzi, że Netanjahu nie poinformował później o rozmowie ani szefa Shin Bet, ani najwyższych dowódców wojskowych.
To szczególnie istotne, ponieważ izraelskie służby otrzymywały w tym okresie również inne sygnały ostrzegawcze. Według opublikowanych ustaleń sam Sinwar miał poprzez pośredników zapowiadać „wielką niespodziankę” i używać określenia „trzęsienie ziemi”. Izraelscy funkcjonariusze posiadali część tych informacji, ale nie interpretowali ich jako zapowiedzi bezpośredniej inwazji z Gazy. Jeden z byłych wysokich rangą przedstawicieli Shin Bet powiedział po ujawnieniu rozmowy z emirackim przywódcą, że znajomość tego ostrzeżenia mogła zmienić całą ocenę sytuacji.
Biuro Netanjahu zdecydowanie odrzuca te informacje.
– „Nie przekazano premierowi żadnego ostrzeżenia ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przed 7 października” – oświadczyło, nazywając doniesienia „całkowitym kłamstwem”. Netanjahu zapowiedział również działania prawne przeciwko „Haaretz” i autorom publikacji.
Zjednoczone Emiraty Arabskie nie potwierdziły oficjalnie szczegółów rozmowy, ale też nie zdementowały publikacji. Tamtejsze MSZ ograniczyło się do stwierdzenia, że między władzami ZEA i Izraela istnieją bezpośrednie kanały komunikacji, którymi w razie potrzeby przekazywane są informacje wywiadowcze.
Ujawnienie natychmiast wykorzystali polityczni przeciwnicy premiera Izraela. Były premier Naftali Bennett stwierdził, że informacja o ostrzeżeniu jest prawdziwa, choć publicznie nie przedstawił dowodów potwierdzających, skąd posiada taką wiedzę. Gadi Eisenkot domaga się natomiast państwowej komisji śledczej, która miałaby dokładnie ustalić, co Netanjahu wiedział przed 7 października.
Atak Hamasu z 7 października 2023 roku kosztował życie około 1200 osób, a 251 zostało uprowadzonych do Strefy Gazy. Stał się on bezpośrednim początkiem izraelskiej operacji wojskowej, która zdewastowała Gazę i rozlała konflikt na inne części Bliskiego Wschodu. Formalny rozejm obowiązuje od października 2025 roku, jednak nie zakończył przemocy – izraelskie uderzenia i działania przeciwko Hamasowi nadal trwają, a obie strony wzajemnie oskarżają się o łamanie zawieszenia broni.
Pytanie o to, co premier Izraela wiedział przed 7 października i dlaczego – jeśli relacja „Haaretz” jest prawdziwa – nie przekazał ostrzeżenia dowódcom i służbom, ma znaczenie znacznie większe niż bieżący spór wyborczy. Dotyczy bowiem decyzji podejmowanych tuż przed wydarzeniem, które uruchomiło konflikt zmieniający od niemal trzech lat cały Bliski Wschód.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.