Światowy rynek ropy rzeczywiście znów jest niespokojny. We wtorek ropa Brent kosztowała około 98 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI ponad 93 dolary. Reuters wskazuje na nasilające się napięcia na Bliskim Wschodzie i ograniczenia w żegludze przez Cieśninę Ormuz.
To realny czynnik cenotwórczy. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy sytuacja w Ormuz staje się wygodnym wytłumaczeniem całej podwyżki, którą Polacy widzą na stacjach.
Ropa do Polski nie musi płynąć przez Ormuz. Rząd sam o tym informował
Wystarczy wrócić do oficjalnego komunikatu Ministerstwa Energii z 2 marca.
Resort zapewniał wówczas:
- „Konflikt na Bliskim Wschodzie nie wpływa na ciągłość dostaw ropy naftowej i gazu do Polski”.
Ministerstwo informowało również, że Naftoport w Gdańsku działa bez zakłóceń, a ropa trafia do Polski przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Nigerii.
Jeszcze ważniejsze było kolejne zdanie rządowego komunikatu:
- „Europa korzysta w imporcie ropy z Arabii Saudyjskiej z trasy omijającej Zatokę Perską, czyli Cieśninę Ormuz”.
Innymi słowy: narracja sugerująca prosty ciąg „problem w Ormuz – natychmiast droższe paliwo w Polsce” jest zdecydowanie zbyt wygodna.
W 2025 roku aż około 33 proc. polskiego importu ropy pochodziło z Norwegii – było to 8,3 mln ton. Polska sprowadza surowiec również ze Stanów Zjednoczonych i innych kierunków.
Oczywiście nie oznacza to, że Polska jest wyspą odciętą od światowego rynku. Cena Brent stanowi międzynarodowy punkt odniesienia, a ograniczenie podaży w jednej części świata podnosi ceny także surowca pochodzącego z innych kierunków. Reuters podaje, że choć przepływy z Bliskiego Wschodu zostały poważnie ograniczone, alternatywne szlaki z Arabii Saudyjskiej, Iraku i ZEA oraz większa produkcja spoza OPEC powstrzymują na razie Brent przed trwałym przekroczeniem 100 dolarów.
Ale to wciąż nie wyjaśnia całej skali podwyżek przy polskich dystrybutorach.
1 września państwo znów zaczęło zabierać 23 proc. VAT
Tutaj pojawia się element, o którym kierowcy powinni wiedzieć.
Do 31 sierpnia funkcjonował rządowy pakiet CPN. VAT na benzynę i olej napędowy wynosił w jego ramach 8 proc. zamiast 23 proc., a państwo ustalało również maksymalną cenę detaliczną paliw.
Jeszcze w ostatnich dniach sierpnia oficjalne maksymalne ceny wynosiły:
* 6,64 zł za litr benzyny Pb95,
* 7,46 zł za Pb98,
* 7,31 zł za olej napędowy.
Pakiet wygasł 31 sierpnia.
Od 1 września wrócił pełny, 23-procentowy VAT.
I właśnie dlatego tłumaczenie obecnych podwyżek wyłącznie ropą i Bliskim Wschodem pomija decyzję podjętą w Warszawie.
Analitycy rynku paliwowego szacują, że sama zmiana VAT z 8 do 23 proc. mogła przełożyć się na jednorazowy wzrost cen na stacjach rzędu około 70 groszy do nawet złotówki na litrze. Dopiero na ten skok nakłada się wzrost cen paliw gotowych w europejskim hurcie i droższa ropa.
Co ciekawe, sam rząd wcześniej dokładnie policzył, ile kosztuje budżet obniżony VAT.
Kiedy w marcu wprowadzano pakiet osłonowy, Kancelaria Premiera informowała, że obniżenie VAT na paliwa oznacza dla państwa około 900 mln zł mniejszych wpływów miesięcznie.
Odwracając tę kalkulację – przy podobnej sprzedaży i cenach – powrót pełnej stawki oznacza dla budżetu wpływy większe o kwoty liczone w setkach milionów złotych miesięcznie.
I właśnie tutaj powinno paść pytanie: kto najbardziej korzysta na paliwie po niemal 8 czy 9 zł za litr?
Nie tylko producenci ropy i koncerny paliwowe. Im wyższa cena netto, tym więcej pieniędzy państwo pobiera również poprzez procentowy VAT.
Co dzieje się z tymi pieniędzmi? VAT nie jest podatkiem przeznaczonym wyłącznie na drogi czy bezpieczeństwo energetyczne. Trafia do systemu finansów publicznych i finansuje ogólne wydatki państwa.
Rząd ma oczywiście prawo argumentować, że czasowe osłony nie mogą trwać wiecznie. Tyle że zakończenie ich dokładnie w momencie, kiedy rynek ropy ponownie znalazł się pod presją, oznacza przerzucenie dwóch zjawisk jednocześnie na kierowców: droższego surowca i dużo wyższego podatku.
Dlatego gdy przy dystrybutorze zobaczymy prawie 8 zł za benzynę albo blisko 9 zł za diesla, warto pamiętać, że nie cała różnica odpłynęła do Arabii Saudyjskiej czy została w Cieśninie Ormuz.
Znaczna część zostaje znacznie bliżej.
W polskim budżecie. Pytanie tylko, kto na tym najbardziej korzysta…
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.