Polityka

Kto doi Polaków na paliwie i na co idą te pieniądze?

Benzyna ma zbliżyć się do 8 zł za litr, a olej napędowy do 9 zł. Najłatwiej wskazać winnego tysiące kilometrów od Polski – Iran, napięcia w Zatoce Perskiej i Cieśninę Ormuz. Jest tylko jeden problem: nawet polski rząd przyznaje, że dostawy ropy do naszego kraju są zabezpieczone, a saudyjski surowiec dla Europy może docierać trasą omijającą Ormuz. Tymczasem dokładnie 1 września rząd pozwolił wrócić 23-procentowemu VAT na paliwa. I właśnie ten ruch kierowcy odczuli natychmiast przy dystrybutorach.

3 min czytania
Stacja benzynowa
Stacja benzynowa · fot. via Pixabay.com

Światowy rynek ropy rzeczywiście znów jest niespokojny. We wtorek ropa Brent kosztowała około 98 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI ponad 93 dolary. Reuters wskazuje na nasilające się napięcia na Bliskim Wschodzie i ograniczenia w żegludze przez Cieśninę Ormuz.

To realny czynnik cenotwórczy. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy sytuacja w Ormuz staje się wygodnym wytłumaczeniem całej podwyżki, którą Polacy widzą na stacjach.

Ropa do Polski nie musi płynąć przez Ormuz. Rząd sam o tym informował

Wystarczy wrócić do oficjalnego komunikatu Ministerstwa Energii z 2 marca.

Resort zapewniał wówczas:

- „Konflikt na Bliskim Wschodzie nie wpływa na ciągłość dostaw ropy naftowej i gazu do Polski”.

Ministerstwo informowało również, że Naftoport w Gdańsku działa bez zakłóceń, a ropa trafia do Polski przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Nigerii.

Jeszcze ważniejsze było kolejne zdanie rządowego komunikatu:

- „Europa korzysta w imporcie ropy z Arabii Saudyjskiej z trasy omijającej Zatokę Perską, czyli Cieśninę Ormuz”.

Innymi słowy: narracja sugerująca prosty ciąg „problem w Ormuz – natychmiast droższe paliwo w Polsce” jest zdecydowanie zbyt wygodna.

W 2025 roku aż około 33 proc. polskiego importu ropy pochodziło z Norwegii – było to 8,3 mln ton. Polska sprowadza surowiec również ze Stanów Zjednoczonych i innych kierunków.

Oczywiście nie oznacza to, że Polska jest wyspą odciętą od światowego rynku. Cena Brent stanowi międzynarodowy punkt odniesienia, a ograniczenie podaży w jednej części świata podnosi ceny także surowca pochodzącego z innych kierunków. Reuters podaje, że choć przepływy z Bliskiego Wschodu zostały poważnie ograniczone, alternatywne szlaki z Arabii Saudyjskiej, Iraku i ZEA oraz większa produkcja spoza OPEC powstrzymują na razie Brent przed trwałym przekroczeniem 100 dolarów.

Ale to wciąż nie wyjaśnia całej skali podwyżek przy polskich dystrybutorach.

1 września państwo znów zaczęło zabierać 23 proc. VAT

Tutaj pojawia się element, o którym kierowcy powinni wiedzieć.

Do 31 sierpnia funkcjonował rządowy pakiet CPN. VAT na benzynę i olej napędowy wynosił w jego ramach 8 proc. zamiast 23 proc., a państwo ustalało również maksymalną cenę detaliczną paliw.

Jeszcze w ostatnich dniach sierpnia oficjalne maksymalne ceny wynosiły:

* 6,64 zł za litr benzyny Pb95,

* 7,46 zł za Pb98,

* 7,31 zł za olej napędowy.

Pakiet wygasł 31 sierpnia.

Od 1 września wrócił pełny, 23-procentowy VAT.

I właśnie dlatego tłumaczenie obecnych podwyżek wyłącznie ropą i Bliskim Wschodem pomija decyzję podjętą w Warszawie.

Analitycy rynku paliwowego szacują, że sama zmiana VAT z 8 do 23 proc. mogła przełożyć się na jednorazowy wzrost cen na stacjach rzędu około 70 groszy do nawet złotówki na litrze. Dopiero na ten skok nakłada się wzrost cen paliw gotowych w europejskim hurcie i droższa ropa.

Co ciekawe, sam rząd wcześniej dokładnie policzył, ile kosztuje budżet obniżony VAT.

Kiedy w marcu wprowadzano pakiet osłonowy, Kancelaria Premiera informowała, że obniżenie VAT na paliwa oznacza dla państwa około 900 mln zł mniejszych wpływów miesięcznie.

Odwracając tę kalkulację – przy podobnej sprzedaży i cenach – powrót pełnej stawki oznacza dla budżetu wpływy większe o kwoty liczone w setkach milionów złotych miesięcznie.

I właśnie tutaj powinno paść pytanie: kto najbardziej korzysta na paliwie po niemal 8 czy 9 zł za litr?

Nie tylko producenci ropy i koncerny paliwowe. Im wyższa cena netto, tym więcej pieniędzy państwo pobiera również poprzez procentowy VAT.

Co dzieje się z tymi pieniędzmi? VAT nie jest podatkiem przeznaczonym wyłącznie na drogi czy bezpieczeństwo energetyczne. Trafia do systemu finansów publicznych i finansuje ogólne wydatki państwa.

Rząd ma oczywiście prawo argumentować, że czasowe osłony nie mogą trwać wiecznie. Tyle że zakończenie ich dokładnie w momencie, kiedy rynek ropy ponownie znalazł się pod presją, oznacza przerzucenie dwóch zjawisk jednocześnie na kierowców: droższego surowca i dużo wyższego podatku.

Dlatego gdy przy dystrybutorze zobaczymy prawie 8 zł za benzynę albo blisko 9 zł za diesla, warto pamiętać, że nie cała różnica odpłynęła do Arabii Saudyjskiej czy została w Cieśninie Ormuz.

Znaczna część zostaje znacznie bliżej.

W polskim budżecie. Pytanie tylko, kto na tym najbardziej korzysta…

Zenon Witkowski

Źródło: mp/Ministerstwo Energii, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Reuters, Reflex, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej