W praktyce mechanizm bywa prosty: zamiast opłacić hotel dla grupy i kierowców, organizator decyduje się na jazdę nocą. Oferta wygląda wtedy atrakcyjniej, bo jest tańsza. Tyle że oszczędność nie znika. Jej koszty ponoszą kierowcy i pasażerowie.
Nocna jazda, bo hotel kosztuje
Problem nie dotyczy wyłącznie przypadkowych organizatorów czy szarej strefy. Nocne przejazdy pojawiają się także w ofertach legalnie działających biur podróży. I właśnie dlatego nie wystarczy stwierdzenie, że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy obowiązujące przepisy naprawdę wystarczają, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo?
W branży spotyka się programy, w których grupa wyjeżdża np. o godz. 20.00 albo 22.00 i całą noc jedzie autokarem, a po przyjeździe niemal od razu rozpoczyna zwiedzanie. Zdarzają się też tzw. ukryte nocne przejazdy: formalnie wyjazd zaczyna się bardzo wcześnie rano np. o godz. 1.00 – 3.00 i w praktyce kierowca prowadzi przez znaczną część nocy.
Powód jest łatwy do zrozumienia: hotel kosztuje.
Każdy dodatkowy nocleg to wydatek dla kilkudziesięciu uczestników, kierowców i pilota. Przy dużej liczbie wyjazdów w sezonie rezygnacja z noclegów daje organizatorowi realne oszczędności.
Tyle że taka oszczędność może oznaczać większe ryzyko na drodze.
Kierowca zostaje sam z nocą i autostradą
Najbardziej niepokojące są sytuacje, w których jeden kierowca prowadzi nocą przez kilka godzin, drugi w tym czasie odpoczywa, pasażerowie śpią, a pilot również nie uczestniczy aktywnie w przejeździe. Człowiek siedzący za kierownicą zostaje sam z monotonną drogą.
Autokar porusza się autostradą z prędkością bliską 100 km/h. Wystarczy chwila nieuwagi, mikrodrzemka albo spóźniona reakcja.
Najtrudniejsze godziny przypadają właśnie w środku nocy i nad ranem, kiedy organizm człowieka jest biologicznie nastawiony na sen. Sam fakt, że kierowca formalnie mieści się w dopuszczalnym czasie prowadzenia pojazdu, nie oznacza jeszcze, że nie jest zmęczony.
I tu dochodzimy do sedna: zgodność z przepisami nie zawsze oznacza realne bezpieczeństwo.
W turystyce zdarzają się bardzo długie przejazdy bez hotelu. Wycieczki szkolne jadą nocą do Londynu, Paryża czy innych europejskich miast, a po przyjeździe dzieci od razu zaczynają zwiedzanie. Organizowano również wielogodzinne przejazdy do Hiszpanii czy Skandynawii, podczas których autobus stawał się noclegiem na kołach.
Najbardziej niepokoją wycieczki szkolne
Szczególnej ochrony wymagają dzieci i młodzież. Rodzic oddający dziecko pod opiekę szkoły i organizatora ma prawo zakładać, że program został ułożony przede wszystkim z myślą o bezpieczeństwie, a nie po to, by ofertę można było sprzedać taniej.
Dlatego warto poważnie rozważyć zakaz nocnych przejazdów w przypadku wycieczek szkolnych.
Trudno zaakceptować sytuację, w której dzieci przez całą noc jadą autokarem, rano rozpoczynają zwiedzanie, a następnie po całym dniu ponownie wsiadają do pojazdu. Takie programy mogą być atrakcyjne cenowo, ale ich cena nie pokazuje faktycznego obciążenia grupy i kierowców.
Szkoła powinna patrzeć nie tylko na ofertę finansową. Powinna także sprawdzać godziny przejazdów, czas odpoczynku kierowców i realność programu.
Kierowca nie jest dodatkiem do autokaru
Osobnym problemem są warunki zapewniane kierowcom. Nie powinno być sytuacji, w której podczas wielodniowego objazdu człowiek odpowiedzialny za życie kilkudziesięciu osób oszczędza na posiłku albo odpoczywa w autokarze na parkingu tylko dlatego, że organizator nie chce zapłacić za normalne warunki wypoczynku.
Kierowca nie jest dodatkiem do autokaru.
Od jego kondycji, koncentracji i czasu reakcji zależy życie wszystkich pasażerów.
Przepisy regulujące czas prowadzenia pojazdu i odpoczynek są konieczne, ale nie rozwiązują każdego problemu. Kierowca może formalnie odbyć wymaganą przerwę, a mimo to być przemęczony wielodniową trasą, nocną jazdą czy nieodpowiednimi warunkami odpoczynku.
Dlatego przy organizacji wycieczki nie można ograniczać się do pytania: „Czy kierowca mieści się w czasie pracy?”.
Trzeba zadać jeszcze drugie: „Czy jest naprawdę wypoczęty?”.
Nocny przejazd powinien być wyraźnie oznaczony
Jeśli pełny zakaz nocnych przejazdów dla wszystkich wycieczek nie byłby możliwy, klient powinien przynajmniej otrzymywać bardzo wyraźną informację, że kupowana impreza obejmuje nocną jazdę autokarem.
Nie drobnym drukiem.
Nie poprzez zapis: „wyjazd o godz. 2.00”.
Informacja o nocnym przejeździe powinna być widoczna równie mocno jak cena, liczba noclegów czy standard hotelu.
Dzięki temu klient miałby możliwość świadomego wyboru: czy woli zapłacić mniej i spędzić noc w autokarze, czy dopłacić do normalnego noclegu.
Dzisiaj ten wybór nie zawsze jest przedstawiany wystarczająco jasno.
Wyższe ubezpieczenie dla nocnych przejazdów?
Można również rozważyć wyższe wymagania ubezpieczeniowe wobec imprez zawierających nocną jazdę.
Skoro taki sposób organizacji podróży powoduje dodatkowe obciążenie kierowców i uczestników, ubezpieczyciel powinien przynajmniej wiedzieć, że wycieczka została zaplanowana w taki sposób.
Dziś cena ubezpieczenia może być taka sama niezależnie od tego, czy grupa każdą noc spędza w hotelu, czy przemierza setki kilometrów autokarem.
Warto zastanowić się, czy taki system rzeczywiście właściwie ocenia ryzyko.
Nie każdy powinien organizować wielodniowe wycieczki
Potrzebna jest też większa kontrola organizatorów działających poza profesjonalnym rynkiem turystycznym.
Szkoła, stowarzyszenie, koło czy inna organizacja może przygotować wyjazd z najlepszymi intencjami. Samo znalezienie przewoźnika i hotelu nie oznacza jednak jeszcze umiejętności prawidłowego ułożenia wielodniowej trasy.
Program musi uwzględniać realny czas przejazdu, postoje, czas pracy i odpoczynku kierowców, kondycję grupy oraz sytuacje nieprzewidziane.
Nie da się bezpiecznie przejechać kilkuset kilometrów, zwiedzić kilku atrakcji i wrócić w czasie, który dobrze wygląda jedynie w tabeli programu.
Najtańsza wycieczka nie zawsze jest najlepszą wycieczką.
Gdzie kończy się oszczędność, a zaczyna ryzyko?
Nie chodzi o to, żeby sztucznie podnosić ceny imprez turystycznych. Chodzi o ustalenie granicy, poniżej której oszczędność staje się ryzykiem.
Po każdym tragicznym wypadku autokaru pojawia się dyskusja o bezpieczeństwie. Później emocje opadają i branża wraca do dawnych praktyk.
Tymczasem bezpieczeństwa nie powinno się poprawiać dopiero po tragedii.
Państwo, organizatorzy, przewoźnicy, szkoły i ubezpieczyciele powinni odpowiedzieć na bardzo proste pytanie:
czy oszczędność na hotelu jest wystarczającym powodem, żeby kilkadziesiąt osób przez całą noc jechało autokarem prowadzonym przez zmęczonego człowieka?
Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, najwyższy czas przełożyć ją na konkretne zasady.
_________________
Ekspert ds. turystyki (imię i nazwisko znane redakcji)
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.