Polityka

Katastrofa na stacjach benzynowych. Rząd Tuska umywa ręce

„Dzisiaj możliwości budżetowej nie ma” – powiedział minister energii Miłosz Motyka, pytany o ewentualne plany rządu, mające ulżyć kierowcom w związku z drastycznie wysokimi cenami paliw. Tymczasem na polskich stacjach benzynowych jest już katastrofa.

1 min czytania
Fot. screenshot: YouTube (RMF24, Donald Tusk - kanał oficjalny)
Fot. screenshot: YouTube (RMF24, Donald Tusk - kanał oficjalny)

Wybuch wojny na Ukrainie spowodował drastyczny wzrost cen ropy. Odpowiadając na światowy kryzys, rząd Prawa i Sprawiedliwości obniżył stawkę VAT na paliwa oraz akcyzę paliwową i zniósł podatek od sprzedaży detalicznej paliw. Donald Tusk, który stał wówczas na czele opozycji przekonywał, że to za mało i zapewniał, iż sam wiedziałby, jak zmniejszyć cenę benzyny do 5 zł za litr.

- „Wystarczy jedna prosta decyzja, a benzyna byłaby po 5 zł”

- mówił.

Polacy, po blisko trzech latach jego rządów, wciąż czekają na tę decyzję. Tymczasem na polskich stacjach benzynowych ceny biją kolejne rekordy. Za litr benzyny 95 trzeba dziś zapłacić blisko 8 zł, a za litr diesla około 8,7 zł. Co na to rządzący?

Goszcząc dziś na antenie RMF FM minister energii Miłosz Motyka oświadczył, że reakcji państwa nie będzie. Odpowiedzialność za wysokie ceny próbował przy tym zrzucić na prezydenta.

- „Podatek od nadzwyczajnych zysków (koncernów energetycznych – red.), który miał sfinansować pakiet do końca roku, został zablokowany przez pana prezydenta”

- stwierdził.

Chodzi o dodatkowy podatek, którego koszty w rzeczywistości najpewniej zostałyby przeniesione na konsumentów. 

„Pieniędzy nie ma i nie będzie” – hasło Rostowskiego znowu żywe 

Reprezentant rządu był dopytywany o możliwość przywrócenia pakietu „CPN”.

- „Ze względu na decyzję prezydenta niestety, takiej dzisiaj możliwości budżetowej nie ma”

- stwierdził.

Źródło: RMF24.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej