Świadectwo

Habit nie chroni przed samotnością. Kapucyn o niewidzialnym krzyżu powołania

Z zewnątrz życie zakonne może wydawać się wolne od problemów codzienności. Nie ma troski o utrzymanie własnej rodziny, wychowanie dzieci czy spłatę kredytu hipotecznego. Brat Łukasz Podsiadły OFMCap przypomina jednak, że oddanie życia Bogu nie usuwa cierpienia, zmęczenia ani samotności. Zmienia jedynie ich charakter i nadaje im głębszy sens.

3 min czytania
Brat Łukasz Podsiadłego OFMCap
Brat Łukasz Podsiadłego OFMCap · fot. via Facebook/Brat Łukasz Podsiadłego OFMCap

„Przecież Ty nie masz żony, dzieci ani kredytu… masz święty spokój” – takie słowa kapucyn wielokrotnie czyta pod swoimi wpisami. Postanowił więc opowiedzieć o tej części powołania, której zazwyczaj nie widać z kościelnej ławki.

Za klasztornym murem również niesie się krzyż

Brat Łukasz podkreśla, że rezygnacja z założenia własnej rodziny nie oznacza uwolnienia się od odpowiedzialności. Życie wspólnoty zakonnej i parafii niesie ze sobą bardzo konkretne obowiązki.

„W życiu zakonnym czy parafialnym mit o beztrosce pęka bardzo szybko” – przyznaje kapucyn. Wskazuje na troskę o finanse, rachunki za ogrzewanie dużych budynków, przeciekające dachy, remonty oraz odpowiedzialność za powierzonych ludzi, co jest dalekie od rzekomej sielanki.

„Do tego dochodzi pełna odpowiedzialność za ludzi, posługę i finanse bez sztywnych godzin pracy i bez wyraźnej granicy między życiem prywatnym a służbą” –wyznaje.

Największy ciężar nie ma jednak charakteru materialnego. Osoba konsekrowana każdego dnia styka się z bólem ludzi, którzy przychodzą do niej po radę, modlitwę, rozgrzeszenie albo zwykłą obecność.

„Słuchanie ludzkich dramatów, towarzyszenie w cierpieniu, długie godziny w konfesjonale, modlitewna odpowiedzialność za innych i szukanie woli Bożej w momentach, gdy po ludzku brakuje sił” – wylicza zakonnik.

Kapłan w sakramencie pokuty poznaje historie, których nie może nikomu powtórzyć. Tajemnica spowiedzi pozostaje święta, ale wraz z nią w sercu spowiednika zostaje świadomość ludzkich grzechów, ran i dramatów.

„Noszenie w sobie najtrudniejszych historii, o których z nikim nie można porozmawiać ze względu na tajemnicę spowiedzi czy dyskrecję, bywa ogromnym, cichym brzemieniem” – pisze brat Łukasz.

Nie oznacza to żalu z powodu wybranego powołania. Jest raczej świadectwem, że także droga oddania się Chrystusowi prowadzi przez krzyż. Bóg nie zawsze odbiera ciężar, ale daje siłę, aby go nieść.

Samotność w tłumie i Bóg, który pozostaje

Osoby duchowne są nieustannie otoczone ludźmi, co nie oznacza, że nie doświadczają osamotnienia. Relacje związane z posługą często polegają na jednostronnym słuchaniu, wspieraniu i podnoszeniu innych.

„Można być codziennie otoczonym setkami ludzi, wysłuchiwać ich historii, a jednocześnie doświadczać głębokiego osamotnienia w tłumie” – przyznaje kapucyn.

Towarzyszy temu oczekiwanie, że zakonnik lub kapłan zawsze będzie cierpliwy, uśmiechnięty, dostępny i duchowo silny. „Otoczenie często oczekuje stałej gotowości, nienagannego uśmiechu i niezłomnej siły, nie dając prawa do chwili zmęczenia, słabości czy kryzysu” – zauważa brat Łukasz.

Dlatego tak ważni są ludzie, którzy potrafią spojrzeć na osobę konsekrowaną nie tylko jak na duszpasterza, ale również jak na człowieka. „Jakże cenne jest wtedy posiadanie przyjaciół, którzy zapytają po prostu: »A jak Ty się dziś czujesz?«” – podkreśla zakonnik.

Jego refleksja obejmuje również ludzi, którzy z różnych przyczyn żyją samotnie. Cisza mieszkania nie zawsze oznacza upragniony spokój. Niekiedy staje się przestrzenią, w której szczególnie mocno odczuwa się brak kogoś bliskiego.

„Dźwiganie wszystkich decyzji całkowicie w pojedynkę, brak kogoś, z kim można po prostu pomilczeć pod jednym dachem, uciszyć lęk przed przyszłością czy po ludzku podzielić się ciężarem dnia, bywa wyjątkowo wyczerpującym doświadczeniem” – pisze kapucyn.

„I choć wielu ludzi odkrywa, jak dobrze czują się sami ze sobą, to jednak życie w pojedynkę rzadko jest sielanką” – dodaje.

Świadectwo brata Łukasza nie prowadzi jednak do rozpaczy. Jego centrum stanowi obietnica obecności Boga, który nie porzuca człowieka w żadnym stanie życia.

„Bóg nie obiecywał nam życia bez ciężarów, ale obiecał, że w każdym powołaniu będzie nam towarzyszył” – przypomina zakonnik. „Zmieniają się jedynie warunki i okoliczności, a także rodzaj trudów, z jakimi przychodzi się nam mierzyć”.

Nie widzimy wszystkich krzyży niesionych przez spotykanych ludzi. Nie wiemy, jakie zmagania kryją się za habitem, sutanną, obrączką ani drzwiami pustego mieszkania. Dlatego zamiast porównywać ciężary, warto ofiarować drugiemu człowiekowi obecność, modlitwę i dobre słowo.

„Każdy nosi swój własny, często niewidzialny dla innych ciężar” – podsumowuje kapucyn. „Każdy potrzebuje czasem po prostu odrobiny zrozumienia i życzliwości”.

Źródło: mp/DEON.pl, Facebook/brat Łukasz Podsiadłego OFMCap, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej