Wiosna 2025 roku. Po wielu latach batalii z władzami Ukrainy, zespół koordynowany przez Fundację „Wolność i Demokracja” dokonuje w nieistniejącej już wsi Puźniki na zachodzie Ukrainy ekshumacji ofiar ataku oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii z 13 lutego 1945 roku. Odnaleziono szczątki co najmniej 42 ofiar. Kilka miesięcy później wreszcie doczekały się one grobu.
Po co szukać kości ludzi pomordowanych 80 lat temu? Czemu ma służyć cała ta wrzawa, zamęt i szum?
Odpowiedź na to pytanie cywilizacja łacińska zna od swoich narodzin. Dwa i pół tysiąca lat temu udzielił jej Sofokles. W „Antygonie” wskazał, że istnieje prawo wyższe od prawa państwowego. Nad prawem stanowionym stoi prawo naturalne. W to drugie wpisuje się właśnie prawo do bycia godnie pochowanym i prawo do godnego pochowania swoich bliskich. Król Kreon nie zgadza się na pogrzebanie Polinejkesa, ale Antygona lekceważy ten zakaz i ryzykując własnym życiem, spełnia ostatnią powinność wobec swojego brata. „Dłużej mi zmarłym miłą być trzeba niż ziemi mieszkańcom, bo tam zostanę na wieki” – mówi, wyjaśniając swoje motywacje Ismenie. Przypomnijmy, jak potoczyła się ta opowieść. Po samobójstwie Antygony na swoje życie targnął się też wybranek jej serca, syn króla Hajmon. Ze śmiercią syna nie mogła pogodzić się żona władcy, która również sama zakończyła swój żywot. Kreon, który odważył się sprzeciwić niezbywalnemu prawu, kończy tragicznie jako samotny i załamany człowiek. W ten sposób Sofokles przestrzegał sobie współczesnych, a dziś przestrzega potomnych – nie wolno lekceważyć prawa do pochówku i nie wolno zaniedbywać obowiązku pochówku.
To, co Ateny wyczytały z prawa naturalnego, Jerozolimie zostało objawione. Zgodnie z Bożym nakazem, nawet największy zbrodniarz nie może pozostać bez pochówku. „Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie – trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać” – głosi Księga Powtórzonego Prawa. Tego nadanego przez Boga prawa wiernie przestrzegał Tobiasz.
Dawałem mój chleb głodnym i ubranie nagim. A jeśli widziałem zwłoki któregoś z moich rodaków wyrzucone poza mury Niniwy, grzebałem je. I grzebałem także, jeśli kiedy zabił kogoś Sennacheryb, gdy po swej ucieczce powrócił z Judei w dzień sądu, który wykonał na nim Król Nieba za jego bluźnierstwa. W swoim gniewie pomordował on wielu synów Izraela. Ja zaś potajemnie zabierałem ich ciała i grzebałem je. Sennacheryb zaś szukał ich, ale ich nie znalazł. A jeden z mieszkańców Niniwy poszedł i doniósł królowi, że to ja jestem tym, który grzebie potajemnie. Wtedy musiałem się ukrywać, a kiedy dowiedziałem się, że król mnie szuka, aby mnie zabić, bałem się i uciekłem. Wtedy cały mój majątek zagrabiono i nie zostało mi nic (Tb 1, 17-20a)
Podobnie jak Antygona, Tobiasz ryzykował własnym życiem, w tajemnicy grzebiąc pozostawione na śmietnisku poza miastem ciała. Postawił nakaz Boga ponad wolę ziemskiego władcy, choć musiał za to zapłacić bardzo wysoką cenę.
Co Ateny wyczytały z prawa naturalnego, a Jerozolimie zostało objawione – Rzym uporządkował w prawie stanowionym. W ramach ius sepulchri kwestia pogrzebu otrzymała swoją konstrukcję prawną. „Grobowce otacza się wielką czcią…” – pisał Cyceron. Grób nie jest jedynie prywatną sprawą rodziny. Jest dobrem chronionym przez prawo.
Chrześcijańska cywilizacja wiernie strzeże tej wspólnej dla Aten, Jerozolimy i Rzymu intuicji. Dlatego tak wielką wagę do pogrzebu przykłada Kościół katolicki, widząc w nim spełnienie powinności „oddania czci ciałom zmarłych wiernych, które były świątynią Ducha Świętego” oraz okazję do wyznania wiary w życie wieczne i modlitwy za zmarłych. W ten sposób „to, co zmarłym przynosi duchową pomoc, pozostałym daje pociechę płynącą z nadziei”. Katechizm Kościoła Katolickiego włącza więc grzebanie zmarłych do uczynków miłosierdzia względem ciała. Jak głodnych trzeba nakarmić, a spragnionych napoić, tak umarłych trzeba pogrzebać. Każdy człowiek ma prawo do posiłku i każdy człowiek ma prawo do pochówku. Sprawiedliwość – oddanie tego, co się komuś słusznie należy – wymaga przyznania zmarłym prawa do grobu.
Tymczasem jedynie niewielka część z ponad 100 tys. pomordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej Polaków otrzymała chrześcijański pochówek. Szczątki wielu z nich leżą w tzw. dołach śmierci. Duża część ofiar w ogóle nie została pochowana – ich ciała pozostawiono w miejscach zbrodni, na przykład w spalonych zabudowaniach. Właśnie stąd ta wrzawa, zamęt i szum. „Dla nas, rodzin zamordowanych, pamiętać, to przede wszystkim móc odnaleźć mogiłę, postawić tam krzyż i swobodnie, bez lęku móc się modlić, opłakiwać najbliższych, składać kwiaty, palić znicze. Czy to tak dużo?” – pytał w 2012 roku dr Leon Popek. Ukraińscy nacjonaliści wymordowali około 40 członków jego rodziny. Niestety, dalej zderza się on z tym, że dla wielu to wciąż za dużo.
Władze w Kijowie muszą zrozumieć, że Ukraina sama stawia się poza kręgiem europejskiej cywilizacji tak długo, jak długo utrudnia ekshumacje i pochówek ofiar. Cywilizacja ta bowiem zaczyna się tam, gdzie nawet zabity wróg ma prawo do grobu.
„Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary”
Dla ofiar Wołynia sprawiedliwość to jednak nie tylko pochówek. Sprawiedliwość domaga się też pamięci o zbrodni, a w ramach tej pamięci – wskazania jej sprawców. Nie po to, by kierować tę pamięć przeciw komuś, ale by mogli z niej czerpać ci, którzy będą po nas – jako przestrogę przed nienawiścią, nacjonalizmem i przemocą.
„25 lat temu we Lwowie Jan Paweł II powiedział: >>Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności<<” – napisał w czerwcu szef polskiego rządu Donald Tusk, zabierając głos w sprawie napięć wywołanych gloryfikacją OUN-UPA na Ukrainie. W ten sposób dołączył do chóru osób, które chcą wykorzystać autorytet świętego papieża do zamknięcia ust sprawcom owego „szumu”. Łatwo z papieskiego nauczania wyrwać jedno zdanie, które odpowiada bieżącym potrzebom. Zamiast tego, w 83. rocznicę Krwawej Niedzieli lepiej jednak zastanowić się, czego na temat pamięci o Wołyniu tak naprawdę uczy nas św. Jan Paweł II. By to zrobić, trzeba najpierw przypomnieć sobie to wszystko, co papież przełomu tysiącleci mówił o pamięci narodu, z której rodzi się jego tożsamość. Dalej trzeba przypomnieć, co mówił o sprawiedliwości, bez której nie ma pokoju. W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 2002 roku, wspominając cierpienia ofiar nazizmu i komunizmu, Wojtyła postawił pytanie: „w jaki sposób można przywrócić pełny porządek moralny i społeczny, tak barbarzyńsko pogwałcony?”. I zaraz udzielił na nie odpowiedzi: „pogwałcony porządek można przywrócić w pełni jedynie wtedy, gdy powiążemy ze sobą sprawiedliwość i przebaczenie”. Te dwie rzeczywistości, podkreślał ojciec święty, są „filarami prawdziwego pokoju”.
Potrzeba więc sprawiedliwości i przebaczenia. Czy przebaczenie się dokonało? Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, niech przypomni sobie rok 2022. Uciekający przed wojną Ukraińcy nie trafiali do obozów dla uchodźców. W Polsce byli przyjmowani w domach, jak bracia potrzebujący pomocy. Polskie społeczeństwo zmobilizowało się i każdy, jak tylko mógł, zaangażował się we wsparcie walczącej Ukrainy. Trudno więc twierdzić, że naród polski nie przebaczył narodowi ukraińskiemu.
Papież zaznacza przy tym, że „przebaczenie w żadnej mierze nie przeciwstawia się sprawiedliwości, gdyż nie polega na rezygnacji ze słusznych żądań, by naruszony porządek został naprawiony”. By i sprawiedliwość w kwestii Wołynia mogła się dokonać, Ukraina musi nazwać zbrodnię po imieniu. Dopóki to się nie stanie, Wołyń pozostanie – mimo przebaczenia – „otwartą raną, w którą sypie się wieczny piasek”.
„Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej powtarzanie”
Utrudnianie ekshumacji ofiar i brak jednoznacznego wskazania na zbrodnię to jeszcze nie wszystkie problemy, które w związku z Wołyniem generują władze Ukrainy. Jest jeszcze problem trzeci – ze wszystkich najgroźniejszy.
Odwiedzając w czerwcu 1979 roku nazistowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau, św. Jan Paweł II zauważył, że „Oświęcim jest rozrachunkiem z sumieniem ludzkości poprzez te tablice, które świadczą o ofiarach, jakie poniosły narody. Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści”.
Podobnie – z tym samym lękiem – trzeba myśleć o ofiarach Wołynia. Tymczasem Kijów kreuje politykę historyczną, w której zamiast lęku w miejscu tym pojawia się duma. Ukraińskie władze budują narrację, w której historia zbrodniarzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii zamiast ostrzeżeniem, staje się przykładem do naśladowania. W ten sposób na nowo budzą w duchu ukraińskiego narodu demony nacjonalizmu, które 83 lata temu doprowadziły do bestialskiego wymordowania dziesiątek tysięcy Polaków i przedstawicieli innych mniejszości. Kwestia Wołynia to więc również problem propagowania banderowskiej ideologii. Wobec tego problemu społeczność międzynarodowa nie może pozostać obojętna. Obojętność groziłaby tym, że Europa, która wyrosła z Akropolu, Golgoty i Kapitolu, zdradzając swoje ideały, ponownie doprowadzi nas do Auschwitz.
Karol Kubicki
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.