Wiadomości
Na wstępie chciałem przeprosić wszystkich strażników miejskich, których wczorajszym swoim felietonem uraziłem, czy nawet obraziłem. Przyznaję, pojechałem po bandzie. Przepraszam zatem ludzi, którym swoimi słowami sprawiłem przykrość, przepraszam strażników, którzy – a wierzę (dzięki jednemu z komentatorów tę wiarę odzyskałem), że tacy są – swojej służby nie traktują jak zwykłej pracy, nie dążą za wszelką cenę do awansu, dla których sukces nie jest jedynym celem a „służebna rola wobec społeczności lokalnej” to nie tylko pompatyczny zapis w ustawie ale ich codzienność. Nie przestanę jednak krytykować formacji, która służbą być przestała. Formacji, której celem w większości przypadków jest łatanie dziurawych, gminnych budżetów, a pilnowanie bezpieczeństwa i porządku publicznego ogranicza się do nękanie drobnych handlarzy, zakładanie blokad na koła źle zaparkowanych samochodów czy wyłapywanie ludzi w upalny dzień gaszących pragnienie piwem w cieniu parkowych platanów.