"Sodoma. Zdziry&Libertyni”, „zboczenie na scenie”. Marsz Szmat miał zwracać uwagę na los zgwałconych kobiet. Skończyło się na promocji dewiacji
„Ubrałam się jak szmata? Myślisz jak gwałciciel", "Ochoty na seks nie wyrażam strojem", "To ubranie, nie zaproszenie", "Jestem istotą seksualną, nie obiektem seksualnym", "Nie, znaczy nie", "Mężczyźni nie są bestiami” - między innymi takie napisy można było zobaczyć na transparentach, z którymi przeszli uczestnicy Marszu Szmat w Warszawie. Miał być manifest przeciwko przemocy wobec kobiet. Zwrócenie uwagi na ofiary gwałtów. Idea bardzo ważna, ale wykonanie pokazało (a raczej potwierdziło), że manifestującym tak naprawdę o dobro kobiet nie chodziło.