Feministki nienawidzą kobiet!  - zdjęcie
05.03.13, 09:50

Feministki nienawidzą kobiet!

18

Feministki nie dzielą ludzi na proletariat i burżuazję, tak jak to robi tradycyjna dialektyka marksistowsko-leninowska, feministki dzielą ludzi na dominujących mężczyzn oraz zniewolone kobiety i wzywają do ich wyzwolenia z męskiej dominacji ucieleśniającej się w rodzinie. To echo marksistowskiej dialektyki, która rozwój społeczny widzi nie we współpracy społecznej czy twórczości, ale w konflikcie, agresji i nierozłącznej z nią nienawiści. Mechanizm walki klasowej został zastąpiony mechanizmem walki płci, walki z całym arsenałem agresji, nienawiści i obelg. Polskie feministki to przede wszystkim weteranki ruchu komunistycznego i ich postkomunistyczne towarzyszki, doświadczone w walce z wszelkimi strukturami społecznymi.

Fałsz feministycznej ideologii

wynika z fałszywej koncepcji osoby ludzkiej. Feminizm widzi kobietę jako wyabstrahowaną jednostkę, zniewoloną przez warunki społeczne ucieleśnione w płci męskiej. Tymczasem człowiek nie jest wyabstrahowaną jednostką, ponieważ Bóg stworzył go jako kobietę i mężczyznę. Ze swej natury człowiek nie jest istotą samowystarczalną, i to zarówno w płaszczyźnie biologicznej, jak i społecznej, kulturowej, psychicznej, ekonomicznej i moralnej. Każdy człowiek w swym istnieniu skazany jest na innego człowieka i na innych ludzi. Bez rodziny, bez społeczeństwa nie może on istnieć. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie struktury społeczne, w których człowiek żyje, funkcjonowały sprawnie, ponieważ od tego zależy jego rozwój osobowy. Najważniejszą, choć nie jedyną, taką strukturą jest rodzina: miejsce narodzin każdego z nas, wychowania, poznania języka i ojczystej kultury, pierwsze miejsce społecznej i kulturowej socjalizacji. Bez rodziny człowiek nie może się narodzić i bez rodziny nie może prawidłowo się rozwijać. Rodzina jest niszą, w której on żyje, ale jest także ochroną ludzkiej godności i rozwoju. Niewystarczalność osoby ludzkiej niejako "skazuje" zarówno mężczyzn, jak i kobiety na rodzinę. To właśnie w niej i kobieta, i mężczyzna odkrywają sens swego istnienia i potwierdzają swoją kobiecą i męską tożsamość. Rodzina jest niezbędnym warunkiem zrealizowania się zarówno kobiety, jak i mężczyzny - właśnie jako kobiety i mężczyzny. Tej tezy nie unieważnia celibat osób konsekrowanych, który wprowadza do ludzkiego powołania porządek nadprzyrodzony. 

Natomiast marksistowskie podglebie feminizmu widzi w rodzinie przede wszystkim jarzmo współczesnej kobiety. Stąd różnorakie postulaty feministyczne, które są wymierzone w rodzinę, w rolę matki, żony i babci. Role, od których zależy samospełnienie się i szczęście każdej kobiety, role, które traktowane są jako zagrożenia "równoprawnego statutu kobiet i mężczyzn". Feminizm przede wszystkim kwestionuje nierozerwalność małżeństwa. Wzywa do wyswobodzenia się z więzów małżeńskich w każdym przypadku, gdy pojawiają się rodzinne problemy, nie zważając na fakt, że ofiarą rozwodów są nie tylko dzieci zagrożone w swym osobowym, psychicznym i emocjonalnym rozwoju, ale także same kobiety. W takiej sytuacji to na kobietę najczęściej spada ciężar wychowania dzieci oraz wysiłek zapewnienia sobie i im ekonomicznej egzystencji. Rozwód w znacznie większym zakresie uderza w kobietę niż w mężczyznę, którego często zwalnia się z odpowiedzialności za rodzinę. Rozwód to przede wszystkim przywilej dla nieodpowiedzialnych mężczyzn, a nie prawo kobiety. Bo to "prawo" niszczy przede wszystkim ją samą. Pomimo empirycznego materiału ukazującego tragedię porzuconych żon feminizm wzywa same kobiety do działań rozbijających rodzinę, które w konsekwencji prowadzą do ludzkiego nieszczęścia. Podobnie jak inne postulaty ten także prowadzi kobiety na manowce.

Zabijanie dzieci poczętych

Następna kwestia to traktowanie zabijania dzieci poczętych jako "prawa kobiety". Należy podkreślić, że kobieta realizuje się przede wszystkim w macierzyństwie, które jest dla niej wielkim powołaniem i szczęściem. Jeśli z przyczyn zdrowotnych nie może mieć dzieci, przeżywa ten brak macierzyństwa jako wielką tragedię. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jej samorealizacja w macierzyństwie jest fundamentalnym warunkiem realizacji własnej kobiecości. Kobiety, które nie przeżyły macierzyństwa, czują się niezrealizowane jako kobiety. I to poczucie jest głęboko osadzone nie tylko w jej naturze psychicznej, ale i biologicznej.

Wezwanie do zabicia własnego dziecka przez feministki, to wezwanie do okaleczenia siebie jako kobiety. Jest to okaleczenie i degradacja własnej kobiecości. Można powiedzieć, że przestaje ona wtedy być kobietą. I sądzę, że jest to zasadniczy rys feminizmu. Pozbawia on kobiety kobiecości, ale tym samym degraduje je w ich ludzkiej godności. Nie można bowiem zrobić kobiecie większej krzywdy, niż skłonić ją do zabicia własnego dziecka. Ta degradacja ludzkiej godności w takich przypadkach przejawia się w różnorakich skutkach zdrowotnych (liczne schorzenia nowotworowe), ale przede wszystkim psychicznych, takich jak stany lękowe, psychozy, nerwice, a wreszcie nienawiść do tych, którzy nie doznali takiej tragedii. Dlatego też w celu samousprawiedliwienia się wiele kobiet, które uśmierciło własne dziecko, angażuje się w kampanie propagujące zabijanie dzieci poczętych i w ruch feministyczny. Poprzez upowszechnianie dzieciobójstwa dzieci poczętych, próbują przekonać same siebie, że są normalne, że dzieciobójstwo to powszechna norma i one zachowują się tak jak wszystkie inne kobiety. Agresja przeciwko dzieciom poczętym i kobietom w stanie błogosławionym pod pretekstem "życzliwej rady" zabicia dziecka jako rozwiązania problemu obrazuje zakres psychopatii tych kobiet. Kobietom, które zabiły własne dziecko, można współczuć, ale te, które chcą, aby inne postępowały tak samo, zasługują tylko na uczucie żałosnej litości.

Kariera i awans społeczny

Celem tzw. wyzwolenia kobiet ma być ich kariera i awans społeczny. W ich imię mają poświęcić rolę żony i matki. I wiele, niestety, poświęca. Ale kariera, podobnie jak pieniądze, tylko do pewnego stopnia daje zadowolenie. Później pozostaje pustka, zgorzknienie, uczucie niespełnienia, zazdrość wobec tych kobiet, które mają rodziny, i często nienawiść do nich. Aby zasłonić to narastające poczucie pustki, feministki próbują wydłużyć wiek emerytalny, tak aby praca zawodowa je zagłuszyła. I za nic mają odczucia zdecydowanej większości kobiet, które nie chcą później przechodzić na emeryturę.

Wypełnianie roli żony i matki nie musi stać w sprzeczności z karierą zawodową. Po odchowaniu dzieci kobiety mogą realizować się zawodowo i społecznie. I wiele tak robi. Uderzające jest to, że np. w amerykańskim Senacie i Kongresie jest tak wiele kobiet matek, które mają czworo lub pięcioro dzieci. Tym kobietom nie przeszkodziła własna rodzina i macierzyństwo. Nie trzeba walczyć ani z mężczyznami, ani z rolą matki i żony, żeby sprawdzić się w roli zawodowej i społecznej.

W pewnym sensie mężczyzna jest skazany na kobietę, a kobieta na mężczyznę, i tę solidarność feminizm próbuje zakwestionować poprzez stworzenie nowego powołania dla kobiet. Ale to powołanie jest próbą wyprowadzenia kobiet na manowce, jest ich unieszczęśliwianiem. W rzeczywistości marksistowska dialektyka nienawiści do grup społecznych prowadzi feministki przede wszystkim do nienawiści wobec kobiet. I to nienawiść do własnej płci jest istotą feminizmu.

Oprac. eMBe

Komentarze (18):

anonim2013.03.5 9:56
Znam 3 zagorzałe feministki, wszystkie po rozwodzie....
anonim2013.03.5 9:56
Art. 18. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
anonim2013.03.5 9:58
feministki mają mały punkt G i dlatego nienawidzą wszystkich dookoła a szczególnie normalne kobiety.
anonim2013.03.5 10:12
Swoją drogą: Psycholożka, ministra, pedagożka, teolożka, kierowczyni, doktorka... Wszyscy zapewne znają te koślawe, feministyczne określenia. Tymczasem żeńska forma zawodów przyczynia się do tego, że zamiast natury profesji uwypukla się... płeć. Ta praktyka to akcentowanie nie samego stanowiska, ale tego, co osoba je zajmująca ma między nogami. Jak to się więc ma do feministycznych postulatów znoszenia kategorii płci jako znaczącego czynnika np. w miejscu pracy, przy zatrudnieniu lub wyborze specjalisty?
anonim2013.03.5 10:19
"Wypełnianie roli żony i matki nie musi stać w sprzeczności z karierą zawodową. Po odchowaniu dzieci kobiety mogą realizować się zawodowo i społecznie. I wiele tak robi. Uderzające jest to, że np. w amerykańskim Senacie i Kongresie jest tak wiele kobiet matek, które mają czworo lub pięcioro dzieci. Tym kobietom nie przeszkodziła własna rodzina i macierzyństwo. Nie trzeba walczyć ani z mężczyznami, ani z rolą matki i żony, żeby sprawdzić się w roli zawodowej i społecznej." Życzę autorowi powodzenia w robieniu zawrotej kariery po odchowaniu dzieci, tylko w jakiej dziedzinie? Pani w sklepie? Nauczycielka? Ah, może nawet księgowa, jeśli dzieci nie stanęły na drodze nauce (wiadomo kobiety na Uniwersytetach są tylko po to, żeby złapać męża) ale ta sama kobieta modelką, baletnicą czy prawnikiem to już raczej nie zostanie. A jakie miała plany i marzenia na siebie to nie ważne, ważne że urodziła dziecko i wypełniła "tradycyjną rolę kobiecą".
anonim2013.03.5 10:32
Nie podoba mi się ten artykuł. Analiza jest spłycona, a przemyślenia mają formę bloga. Może warto byłoby się skupić na jednym aspekcie i lepiej go rozwinąć?
anonim2013.03.5 10:48
Współczesny feminizm nie ma nic wspólnego z tym ruchem za czasów jego genezy. Wiele postulatów głoszonych przez dzisiejsze "feministki" były przez pionierki tego ruchu traktowane jako antykobiece, np. antykoncepcja czy aborcja była przez nie uważna za symbol zniewolenia kobiety przez mężczyznę. Jednak jak to często współcześnie bywa, czarne przedstawia się jako białe i na odwrót. O ile darzę szacunkiem te pierwsze feministki czy kobiety które walczą o prawa kobiet na bliskim wchodzie to na nasze zachodnie feminy patrzę zawsze z politowaniem. Gdzie diabeł nie może tam feministkę pośle ;)
anonim2013.03.5 11:03
Można bluźnić w dowolny sposób a prawda jest prosta - społeczeństwa uwiedzione syrenim śpiewem feministek (postępu) muszą wymrzeć. Albo kobiety zajmą się przede wszystkim rodzeniem i wychowaniem dzieci albo oleją to i wybiorą "karierę" ("wolność" seksualną dostaną wtedy gratis). Ten 2 wybór gwarantuje zagładę społeczeństwa. Nie ma o czym dyskutować. Dobór naturalny w działaniu. Za 100 lat uczeni będą analizować przyczyny aberracji umysłowej nosicieli wirusa postępu.
anonim2013.03.5 11:18
Bardzo trafne określenie to "feminazistki". W mózgu tylko lewacka propaganda i nienawiść do wszystkiego, co daje człowiekowi szczęście! Sfrustrowane, niespełnione w swojej kobiecości dziwotwory. Opętane nienawiścią do rodziny, macierzyństwa i nowego życia. Myślę z całą powagą, że w wielu wypadkach potrzebne są tym nieszczęsnym istotom egzorcyzmy. http://www.fronda.pl/blogi/pogaduchy-mamuchy/wojujacym-feministkom-zyczenia-ostrzezenia,26475.html
anonim2013.03.5 11:49
nadzieja60 "większość feministek nie ma dzieci" to tak samo jak napisać: "większość księży to pedofile". Ani jedno ani drugie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.
anonim2013.03.5 12:58
myślę że problem jest jeszcze głębszy - femiistki tak samo jak wszyscy komuniści i marksiści nienawidzą przede wszystkim WOLNOŚCI i ODRĘBNOŚCI - np. wyboru roli matki, szczęśliwego życia w rodzinie, one chcą narzucić wszystkim SWOJE WIDZENIE ŚWIATA, życia, swojego częstego zniewolenia duchowego i biegu w wyścigu szczurów. Trzeba apelować więc o więcej wolności, samodzielności decyzji i myślenia - wtedy totalitarne zapędy feminstek zostaną zmiecione w pył.
anonim2013.03.5 12:58
HP - błądzisz. Jak często. Awersja do tradycyjnych ról kobiety jest wpisana w feminizm. To wręcz istota feminizmu. A jedną z tych ról jest urodzenie i wychowanie dziecka. Konsekwentna, prawdziwa feministka musi mieć awersje do tej roli. Inaczej nie była by 100% feministką. Jeśli twierdzisz, że feministki maja dzieci to po prostu ulegasz autopropagandzie że jest wam legion. Tymczasem jest was tyle co brudu za paznokciem. Plankton polityczny. Porównanie do Księży jest co najmniej niestosowne. Tych złych jest 0,0001 albo mniej. Więc daleko do "większości". Tymczasem u feministek - nawet "szeroko" pojetych (ćwierć feministek) liczba bezdzietnych to minimum 20% - machnęłaś się o trzy rzędy wielkości. To takie nie-męskie, ta awersja do matmy.
anonim2013.03.5 13:14
Jestem pracującą mamą. Jak się urodziła moja córeczka to byłam na macierzyńskim, potem nie bez trudu, ale wróciłam do pracy, którą kocham. Teraz czas dzielę między zawód, który wykonuję a dom i dziecko. Domem zajmujemy się na zmianę z mężem, jak mam czas to gotuję, choć nie zawsze. Dom funkcjonuje jak należy, dzieciak szczęśliwy, my z mężem też. Jestem mamą i jestem feministką. I uważam, że każda kobieta jest lub powinna feministką być. Nie potworem, którego sobie wymyśliliście i namiętnie szkalujecie (powyższy tekst to zwykły paszkwil). Ale świadomą siebie i swoich praw kobietą.
anonim2013.03.5 14:37
Ponurku - wygrywają te społeczności w których żony i matki mają piątkę, szóstkę dzieci (średnio) i poświęcają im tyle czasu ile to konieczne. Czysty biologizm i darwinizm. Chcesz z nim dyskutować? Łatwiej pójść na czołówkę z tramwajem. Większe prawdopodobieństwo sukcesu. Dlaczego nazywasz rolę opiekunki ogniska domowego pogardliwie kurą domową? Dzieło wychowania Małego Rycerza albo Damy jest 10x ważniejsze i trudniejsze od zaprojektowania mostu albo naprawiania lodówek. Jeszcze mam słówko dla wszystkich uwielbiających-swoją-pracę-feministek: mówicie jakby z konia spadł. 99% ludzi mając do wyboru pracę albo zycie rentiera wybierze to drugie. Wyłącznie przymus ekonomiczny zmusza kobiety do pracy poza domem. Jesteście ze swoimi poglądami planktonem politycznym, nieistotną mniejszością wegetującą na pograniczu społeczeństwa i nie macie bladego pojęcia o prozie życia, kłopotach i zmartwieniach 99% ludzi.
anonim2013.03.5 14:40
@ Ponury Napisałam po prostu prawdę. Jeżeli ktoś jest za zabijaniem dzieci nienarodzonych, to nie należy mówić, że ten ktoś jest za wolnością czy za prawem wyboru. Ten ktoś jest za zbrodnią. I tyle. Trzeba czasem powiedzieć trudną prawdę.
anonim2013.03.5 15:24
Ponurku - już znalazłem a także postarałem się o Małych Rycerzy i Małe Damy. Szczęśliwie moja Piękna Małżonka ma wolny zawód i nie musi zasuwać co rano do korpo jak kiedyś. Bardzo sobie to chwali. Znam sporo kobiet które gdy tylko zdobyły posażnego męża kładą poważanie na starą pracę i realizują się wydając pieniądze swojego Pana hi hi hi... Można wręcz powiedzieć że rozkwitają w tej roli.
anonim2013.03.5 15:46
Ktoś wmówił biednym kobietom i mężczyznom, że samorealizacja polegająca na 12 godzinach niewolniczej pracy, aby wzbogacić szefa jest lepsze niż czas spędzony z rodziną. Chodzi o priorytety a nie sam fakt pracy. Największy paradoksem jest fakt, że ich szef dzięki nim spędza więcej czasu ze swoją rodziną na wakacjach.
anonim2013.03.8 2:22
Ech, zarówno artykuł, jak i komentarze do niego, oparte są tylko i wyłącznie na jakimś tam WYOBRAŻENIU tego, czym jest feminizm i jakie są feministki. Pierwsza zasada współczesnego feminizmu to przede wszystkim wolność wyboru tego, co się chce robić i jaką pozycję w społeczeństwie chce się zajmować, niezależnie od płci, ale też rasy, orientacji seksualnej czy narodowości. Mówienie komukolwiek co ma robić jest zaprzeczeniem feminizmu. Jak myślicie, dlaczego feministki nie jeżdżą do krajów muzułmańskich i nie prowadzą tam batalii o równouprawnienie? Dlatego że byłoby to narzucanie kobietom innych kultur zachowań, które być może wcale nie są przez nie preferowane. Jako feministka nie mam nic przeciwko temu, żeby kobiety wychodziły wcześnie za mąż, rodziły dużo dzieci i spędzały całe życie na praniu męskich gaci. Ale tak się jakoś składa, że w moim otoczeniu jest zaledwie jedna dziewczyna, która zdecydowała się na taki tryb życia, i po trzech miesiącach siedzenia w domu miała dosyć. Niewiele się to różni od zamknięcia w więzieniu, wychodzisz tylko na zakupy, rozmawiasz tylko z mężem, kiedy już wróci z pracy. Z rozrywek masz ewentualnie książki i telewizję, ale i to od czasu do czasu, żeby mąż nie narzekał, że on ciężko pracuje, a ty "siedzisz w domu". Czy któryś z panów z Frondy dałby się dobrowolnie zamknąć w klatce?