Wiadomości
Są rzeczy, których nie potrafię zrozumieć. I to jest jedna z nich. Od tygodnia wiadomo o zbrodni, jaka dokonała się w Szpitalu Świętej Rodziny. Abortowane dziecko urodziło się żywe, później konało, a nikt nie udzielał mu pomocy (bo jedynie kwiliło, a nie płakało, wyjaśnia krajowa konsultant ds. neonatologii). Media wprawdzie o niej milczą, ale dzięki Telewizji Republika, Frondzie, portalowi Prawy.pl, a także mediom prawicowym i katolickim, udało się zrobić wokół niej trochę szumu. Wypowiedzieli się (nieliczni wprawdzie, ale jednak) politycy. Liroy złożył nawet doniesienie do prokuratury, ministerstwo zdrowia nakazało sprawdzenie. Jednym słowem coś się dzieje. I tylko biskupi milczą. Sprawy nie ma. Nie ma przypomnieniami politykom, że w 1050 rocznicę chrztu Polski należałoby zakazać aborcji i bronić życia. Nie ma apelu do sumień. Jest… milczenie. Liroy się wypowiada, a biskupi milczą.