"Rzeczpospolita" opublikowała dziś bardzo krytyczny artykuł o Jarosławie Kaczyńskim. Jędrzej Bielecki przekonuje w nim, że prezes PiS stracił szansę na prawdziwą wielkość, bo próbuje budować Polskę w opozycji do Zachodu, co musi oznaczać klęskę. Autor nie podaje jednak żadnych przekonujących argumentów.

 

Zacznijmy od początku. By wykazać, że Polska straci pozycję na arenie międzynarodowej, Bielecki pisze:
"Niemcy z takimi deklaracjami wolą się wstrzymywać, ale w kluczowych sprawach, jak Nord Stream 2, kryzys uchodźców czy polityka wobec Ukrainy, Berlin nie bierze pod uwagę opinii naszego kraju. Partnerstwo przez Odrę staje więc pod znakiem zapytania".

To niebywałe zarzuty. Bielecki zdaje się zapominać, że decyzja o budowie Nord Stream 2 zapadła za rządów Platformy Obywatelskiej. Zapomina, że fundamenty polityki migracyjnej Berlin przedstawił jeszcze w sierpniu ubiegłego roku, nie licząc się zresztą z nikim w Europie. Autor nie pamięta też, że wojna na Ukrainie trwa już dwa lata i także za rządów PO/PSL Polska nie miała w tej sprawie nic do powiedzenia.

Dlaczego? Bo Berlin się z Polską nie liczył. Na jakiej podstawie dziennikarz "Rzeczpospolitej" wyciąga wniosek, że nie liczy się dopiero od teraz? Nie wiadomo.

Jako inną ważną przesłankę mającą udowodnić tezę o podupadaniu pozycji Polski Bielecki wskazuje między innymi stanowisko przedstawiane przez polityków amerykańskich, między innymi spotkanie Kaczyńskiego z ambasadorem USA w Polsce. Problem w tym, że Bielecki nie wie, co powiedział Kaczyńskiemu ambasador. Może tyle, że w sferze retoryki USA będą "wyrażać troskę", ale w praktyce będą wzmacniać nasze bezpieczeństwo tak, jak dotąd? Nie wiemy - i nie ma jak dotąd absolutnie żadnych przesłanek by sądzić, że Amerykanie chcą coś zmienić. Od USA chcemy parasola atomowego i czołgów, niekoniecznie miłych słówek.

Wreszcie Bielecki próbuje uderzyć w Jarosława Kaczyńskiego porównując go z byłymi przywódcami Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy po II wojnie światowej odbudowali swoje państwa. Świetnie, problem w tym, że wszystkie te państwa miały nieporównywalnie silniejszą pozycję gospodarczę i polityczną w ówczesnym świecie, niż dzisiaj ma Polska. Wielka Brytania Margater Thatcher, Niemcy Helmuta Kohla czy Francja de Gaulle'a nie były terytorium, na którym gospodarczą dominację sprawowały inne kraje. Polska jest w innej sytuacji, dlatego Kaczyński stoi przed nieporównywalnie trudniejszym zadaniem, niż stali oni. 

Jednym słowem "Rzeczpospolita" przedstawiła paszkwil. To szkoda, bo jedna "Gazeta Wyborcza" już nam wystarczy.

wbw