Obowiązki douli zawsze były związane z początkiem życia. Jej zadanie to towarzyszenie rodzącej kobiecie. Zadanie zresztą bardzo piękne, bo dobrze mieć w czasie porodu jakąś bratnią duszę przy sobie. Nie każda kobieta chce rodzić w towarzystwie męża, a i nie każdy mąż chce być obecny na sali porodowej (choć nie do końca rozumiem taką postawę). Jeśli więc nie mąż, to może właśnie doula?
Tymczasem ruch aborcyjny kobietę asystującą przy porodzie, zamienił na tę asystującą przy aborcji i chętnie posługuje się nawet określeniem „doula aborcyjna”. Co należy do jej obowiązków? „Ja czasem sama siebie nazywam taką doulą, bo zdarzyło mi się uczestniczyć w aborcji farmakologicznej swoich koleżanek, którym te tabletki załatwiałam (w Polsce tabletki te są nielegalne – przyp. M.T), podawałam szklankę wody, przytrzymywałam włosy podczas wymiotów, odliczałam czas, pomagałam zmienić podpaski, gdy nie były same w stanie tego zrobić” – opowiada „aborcyjna doula” ukrywająca się pod pseudonimem Idalia. Prawdziwych danych nie ujawnia, bo wie, że takie działanie ma swoje konsekwencje karne. Art. 149a. §1. Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży stwierdza wprost: „Kto powoduje śmierć dziecka poczętego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2”. Dla „aborcyjnej douli” prawo jest co najwyżej okrutne, więc dalej robi swoje: „Raz na jakiś czas zdarza mi się pomagać dziewczynom w zorganizowaniu zabiegu przerwania ciąży. Najczęściej jest to po prostu pomoc w załatwianiu tabletek aborcyjnych sprowadzanych z Holandii. Konsultuję też z kobietami wyjazdy do klinik, w których wykonuje się zabieg metodą próżniową, bo nie wszystkie dziewczyny chcą przerywać ciążę tabletkami poronnymi”. A to – jak przekonuje kobieta – metoda najlepsza i najtańsza. Tyle że kobiety się jej boją, bo są straszone przez lekarzy. „Strach podsycił lekarz, który odradził jej połknięcie tabletek. Według niego aborcja domowa, farmakologiczna, jest bardzo niebezpieczna. To nieprawda”. Cóż, wystarczy porozmawiać z lekarzami pracującymi choćby na izbach przyjęć. To tam trafiają te kobiety, przekonane o bezpieczeństwie aborcji farmakologicznej. Z krwotokami, bólami brzucha i innymi dolegliwościami.
„Aborcyjna doula” zapewnia, że jedynym uczuciem, które czują kobiety po aborcji, jest ulga. „Zazwyczaj dzwonią do mnie po zabiegu. To jest dla mnie bardzo ważne, bo gdy słyszę: „Wszystko w porządku, cieszę się, że to zrobiłam, czekałam na to uczucie ulgi dwa tygodnie, a dzisiaj w końcu je mam”, ja też czuję ulgę. Wtedy wiem, że kobieta rzeczywiście podjęła tę decyzję w zgodzie ze sobą. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby któraś z dziewczyn zadzwoniła i powiedziała: „Żałuję, że to zrobiłam””. W pierwszej chwili takie uczucie jest dość częste. W końcu był kłopot, nie ma kłopotu. Tyle że aborcji z własnego życia nie da się wymazać. Wcześniej czy później ona wróci i ze zwielokrotnioną siłą o sobie przypomni. Czasem po paru miesiącach, a czasem po wielu latach. Syndrom aborcyjny został naprawdę bardzo dobrze przebadany i udokumentowany. Nie da się go wyprzeć. Aborcja zostawia ranę nie tylko na ciele, ale i na psychice. Bo w kobiecie wszytko nastawione jest na troskę o dziecko, a nie na jego zabijanie. I nie ma znaczenia czas - czy to 6 tydzień,12 czy może 24. Dziecko było, rozwijało się, rosło, dziecka nie ma. W epoce czterowymiarowego USG, trójwymiarowych drukarek i innych cudów techniki zaprzeczanie temu jest wielkim kłamstwem, które tak bardzo propaguje biznes aborcyjny.
Jak więc opatrznie rozumiana jest przez aborcjonistów troska. Doskonale widać to w tej rozmowie. Troska ta polega na tym, by przekonać kobietę, że aborcja to w gruncie rzeczy coś przyjemnego: „Gdy kobieta ma poczucie, że ktoś z nią w tej sytuacji jest, porozmawiał przed, był z nią w trakcie i jeszcze służył radą po – to najprawdopodobniej nie będzie wspominać aborcji jako bolesnego doświadczenia. Jest nawet szansa, że podzieli się swoją historią z innymi kobietami. To powinno być zupełnie normalne. Ponieważ kobiety zawsze będą przerywać ciąże”.
To nie jest normalne i trzeba o tym głośno mówić. To nie jest normalne, że matki pozbywają się swoich dzieci. To nie jest normalne, że morderstwo przedstawiane jest jako dobrodziejstwo. Co się dzieje z kobiecą psychiką po aborcji, wiemy od tych kobiet, które mają ją za sobą i dziś głośno mówią o tym, jaki jest prawdziwy koszt aborcji. To one są prawdziwymi bohaterkami. I to ich trzeba słuchać.
Małgorzata Terlikowska
