Wiadomości
„Produkt zapłodnienia”, „zlepek komórek”, „płód” – to przecież określenie tego samego, co obrońcy życia nazywają „dzieckiem nienarodzonym”, „dzieckiem w łonie matki”, „dzieckiem na najwcześniejszym etapie rozwoju”. Wypowiadając już tylko te same określenia, dostrzegamy, że jedne budzą skojarzenia negatywne, drugie – pozytywne. Jedne traktują owoc zapłodnienia przedmiotowo, drugie – podmiotowo. Dlatego w całej dyskusji o ochronie życia niezmiernie ważne jest to, jakimi słowami się posługujemy. Z jakiegoś powodu zwolennikom prawa do zabijania dzieci słowo „dziecko” przez gardło nie przechodzi. Wolą stosować jakieś eufemizmy, typu „niechciana ciąża”, byle tylko się nie okazało, że już na poziomie języka mówimy o kimś, a nie o czymś. Bo w końcu to coś łatwiej unicestwić, przy kimś komuś jeszcze by ręka zadrżała.