Wiadomości
Środowiska LGBTQ osiągnęły cel. Wciągnięcie do akcji „Przekażmy sobie znak pokoju” części środowisk katolickich (m.in. „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi”) spotkało się ze zdecydowaną reakcją wielu publicystów, ale swój sprzeciw wyrazili także biskupi. Głos zabrał najpierw kard. Stanisław Dziwisz, potem kard. Kazimierz Nycz, wreszcie prezydium Konferencji Episkopatu Polski z abp. Stanisławem Gądeckim na czele. O to inicjatorom akcji chodziło. Zrobiło się głośno. Bez wydawania pieniędzy na kosztowną akcję marketingową. Ale nie o pieniądze chodzi. Ukryte pod rzekomą akcją wzajemnego poszanowania postulaty gejów i lesbijek, by akty homoseksualne przestały być traktowane jako grzech oraz, by zmienić definicję rodziny, dotarły zapewne do wielu odbiorców. Część z nich zacznie się teraz zastanawiać czy przypadkiem ludzie spod tęczowego znaku nie mają racji. I o to właśnie szło.