Semka dla Frondy: Ukraina i my po czterech latach wojny
Czytanie tego felietonu mogą z góry darować sobie ci, którzy uważają, że Ukraina to kraj upadły. Że jest krainą dyktatorsko rządzona przez Wołodymira Zełenskiego. To nie jest tekst dla tych, którzy wieszczą, że lada moment „Ukry” zabiorą nam Przemyśl i Chełm lub którzy publikują na swoich forach społecznościowych zdjęcia luksusowych limuzyn, którymi rozbijają się po Warszawie dzieci dobrze usytuowanych dygnitarzy z Kijowa. A także dla tych, którzy publikują u siebie migawki z elitarnych klubów disco w karpackim kurorcie Bukowel. Tak, znam te wszystkie obrazki i są one oczywiście elementem ukraińskiej rzeczywistości. Tyle, że oprócz nich są elementy, które zadecydowały, że czołgi Putina nie wjechały po trzech dniach do Kijowa.