W Polsce ta przepychanka tocząca się w sieci społecznościowej X wywołała burzę. Jak zwykle zdania się podzieliły zgodnie z linią polskiego rozłamu politycznego. Ktoś popiera marszałka nie z sympatii do postaci Czarzastego, lecz z szacunku do instytucji, którą reprezentuje i w obronie tej instytucji przed dyplomatą obcego państwa. Inni oskarżają Czarzastego o próbę skłócenie Polski z USA, co ma ich zdaniem posłużyć wyłącznie interesom niemieckim.
Czy warto w obecnej sytuacji prowadzić przepychanki z amerykańskimi oficjelami, dyplomatami czy wpływowymi biznesmenami w internecie. Czy to jest rzeczywiście obrona interesu i honoru Polski przed roszczeniami obcego imperium? Czy to jest po prostu głupota, która Polsce szkodzi?
Moim zdaniem samo postawienie pytania w ten sposób jest błędne. Podstawowym naszym problemem nie jest to, jak nasi urzędnicy i przedstawiciele rządu zachowują się w rozmowach z ambasadorami obcych państw. Czy mają retorykę ostrą czy uległą. Retoryka to tylko jeden z wielu instrumentów, który w zależności od potrzeb i interesów państwa może być albo łagodny, albo ostry i twardy. Problem polega na tym, że ta dyskusja maskuje nam tylko rzeczywistość. Zamiast zwrócić uwagę na to, jaką prowadzimy realną politykę zajmujemy się awanturami na Xie.
Wielokrotnie pisałem, że moim zdaniem, polityka administracji Donalda Trumpa skierowana jest na odbudowę stosunków z Rosją nawet za cenę poświęcenia interesów peryferii świata zachodniego, czyli państw naszego regionu. Jest to polityka w sposób fundamentalny sprzeczna z interesem polskim. Bo dla nas rozprzestrzenienie się rosyjskiego imperializmu na zachód od granic Rosji oznacza zagrożenie dla naszej suwerenności a być może i jego istnienia. Rzekomy wybór pomiędzy USA a Niemcami, który podzielił tak mocno polską scenę polityczną jest moim zdaniem iluzoryczny. Może bowiem nastąpić taki moment, w którym Niemcy uznają tak samo jak i USA, że nadszedł czas na zawarcie przysłowiowego dealu z Rosją ... z zaangażowaniem do tego dealu USA jako pośrednika.
Dokładnie taki scenariusz sugerują dyskusję o możliwej odbudowie dostaw rosyjskich surowców energetycznych do Europy ... przy pośrednictwie USA po wojnie. Nowy koncert mocarstw w ten sposób może zadecydować o naszym losie i naszej przyszłości ponad naszymi głowami i wszelkie dyskusje o stawce na USA czy Niemcy, na robienie awantur z ambasadorem USA w celu wypchnięcia USA na rzecz wpływów niemieckich straci jakikolwiek sens.
Musimy myśleć nie o wyborze mniejszego zła dla siebie w jakości patrona, bo rzekomo bez patrona nie jesteśmy w stanie przetrwać. Nie koncentrować się na awanturach i przepychankach, lecz o realnej polityce, która skierowana musi być na stopniowe uniezależnienie nas w kwestiach związanych z bezpieczeństwem jak od USA, tak i od Niemiec. Przynajmniej w kluczowych dla naszego bezpieczeństwa obszarach. Jest o niezbędne by być w stanie oprzeć się naciskom naszych "partnerów" w sytuacji, jeżeli będą próbować decydować o naszej przyszłości bez nas. Natomiast opierać się będziemy mogli nie na tych państwach, które retorycznie czy emocjonalnie traktujemy jako wrogie nam czy przyjazne, lecz na tych z nich, których interes żywotny jest zgodny z interesem Polski na poziomie strategicznym. Na przykład dlatego, że imperializm rosyjski zagraża tym państwom tak samo jak i nam.
W takiej sytuacji, jeżeli wielcy tego świata zauważą, że mamy własne zdolności militarne i determinację, by użyć siłę, którą posiadamy, wtedy to oni będą zabiegać o nasze względy i robić wyścig o to, by przeciągnąć nas na swoją stronę składając odpowiedną ofertę, a nie na odwrót. Stawiając się w pozycji wyłącznie biorcy bezpieczeństwa, potencjalnej ofiary, która sama nic nie jest w stanie zrobić bez patrona, tylko pozwalamy mocarstwom manipulować nami w swoim własnym egoistycznym interesie.
Mikołaj Susujew
