Nikogo nie zdziwiło, że Bractwo św. Piusa X nie chce przyjąć oferty kardynała Victora Manuela Fernándeza. 12 lutego odbyło się spotkanie pomiędzy przełożonym generalnym FSSPX, ks. Davide Pagliaranim, a prefektem Dykasterii Nauki Wiary, Fernándezem. Kardynał zaproponował Bractwu długi i szczegółowy dialog, grożąc nałożeniem ekskomunik i ogłoszeniem stanu schizmy, jeżeli FSSPX wyświęci biskupów bez zgody Stolicy Apostolskiej. W komunikacie z 19 lutego władze Bractwa ogłosiły, że tej propozycji nie przyjmują. Wyświęcą biskupów, nawet jeżeli ma to oznaczać kary kościelne. W Bractwie posługuje dziś około 700 księży, a liczbę wiernych związanych z nim na całym świecie szacuje się na 700 tysięcy. W kontekście ogólnej liczby kapłanów i świeckich na świecie to tylko drobny ułamek (400 tys. księży, 1,4 mld katolików), ale Bractwo odgrywa większą rolę, niż wynika z czystej statystyki: reprezentuje bardzo konkretną linię teologiczną i liturgiczną, budząc swoim stanowiskiem sympatię w znacznie szerszych kręgach.
Dlaczego porozumienie zostało przez FSSPX odrzucone? Ks. Davide Pagliarani wyjaśnił, że w jego ocenie rozbieżności doktrynalne pomiędzy Bractwem a Stolicą Apostolską są na tyle poważne i głębokie, że nie da się dojść do żadnego konsensusu. To stwierdzenie radykalne – ale zasadniczo prawdziwe. Podam jeden konkretny przykład, który dotyczy niezwykle ważnej sprawy: pytania, kto może zostać zbawiony.
Zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego zbawieni zostaną ci, którzy umrą bez grzechu ciężkiego, a są członkami tego właśnie Kościoła katolickiego. Zbawienie może zostać przez Pana Boga udzielone wyjątkowo również tym, którzy żyją bez własnej winy poza granicami Kościoła. Prawosławny, protestant, żyd, muzułmanin, poganin – mogą zostać zbawieni, o ile starali się żyć w zgodzie z prawem naturalnym, a nie przystąpili do Kościoła katolickiego tylko dlatego, że stanęła im na drodze jakaś nieprzezwyciężalna przeszkoda, zwłaszcza niewiedza. W takim przypadku niekatolik zostaje zbawiony poprzez Kościół katolicki, choć do niego nie należał. Dzieje się to pomimo błędów jego religii, nie dzięki nim: zbawienie dokonuje się wyłącznie dzięki Chrystusowi i Jego Kościołowi.
W ostatnich dziesięcioleciach to nauczanie Kościoła katolickiego jest jednak często rozmywane. Oficjalne dokumenty Stolicy Apostolskiej nie wprowadziły tu wprawdzie nigdy żadnych zmian. Niestety, inaczej wygląda to w nieoficjalnym nauczaniu papieży oraz w nauczaniu niektórych biskupów, księży i świeckich teologów. Zamiast wyłączności zbawczej Kościoła katolickiego i Jezusa Chrystusa coraz częściej mówi się o jakoby zbawczej wartości religii niekatolickich.
W listopadzie 2025 roku kardynał Cristóbal López Romero opublikował symptomatyczny dla tego nurtu tekst. To Hiszpan, który posługuje w afrykańskim Maroku. Z okazji rocznicy deklaracji „Nostra aetate” II Soboru Watykańskiego napisał na łamach „L’Osservatore Romano”:
„Musimy porzucić fałszywy paradygmat «prawdziwej religii, fałszywej religii». Żadna religia nie może zawłaszczyć sobie prawdy, jakby była jej jedynym właścicielem. Żadna religia nie posiada prawdy; wręcz przeciwnie, to prawda posiada nas wszystkich, a w każdej religii kryją się przebłyski prawdy”.
„Nostra aetate” mówi o przebłyskach prawdy w innych religiach, co jest zgodne ze stanowiskiem Kościoła wyrażanym już od czasów starożytnych. „Nostra aetate” nie twierdzi jednak, że nie ma prawdziwej religii! To już posoborowe nowatorstwo. Jeżeli zgodnie ze słowami kardynała mielibyśmy porzucić przekonanie o prawdziwości religii katolickiej, to można zwijać sztandar: Kościół staje się niepotrzebny. To oczywista i logiczna konsekwencja takiego skrajnego relatywizmu religijnego.
Kardynał nie jest wyjątkiem. Podobne rzeczy opowiadał kilkukrotnie papież Franciszek, na szczęście w nieoficjalnych wystąpieniach, jak przemówienie w Singapurze czy swoje nagrania wideo. Teologia skrajnego relatywizmu szerzy się wśród wielu progresistów w różnych częściach świata. Twierdzą, że różne religie mogą być właściwą drogą do Boga, a w związku z tym nie występuje konieczność nawracania. To całkowicie niezgodne z nauką Kościoła katolickiego.
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X stanowczo sprzeciwia się takiemu ujęciu. Stolica Apostolska teoretycznie też, bo takie są oficjalne dokumenty, ale to już za mało. W obliczu rozpowszechnienia błędu, zwłaszcza poprzez różne wypowiedzi Franciszka, potrzeba konkretnych wyjaśnień, tak, by zatrzymać konfuzję, jakiej doświadcza wielu wierzących. Takich wyjaśnień jednak nie ma. To właśnie stwarza problem.
Opisana kwestia to tylko jedna z rzeczy, które dzielą FSSPX i Stolicę Apostolską. W szerszym sensie chodzi o podział pomiędzy tradycyjnym, ortodoksyjnym katolicyzmem, a reformatorskim ruchem progresywnym. Między tymi dwiema wizjami Kościoła i wiary nie może być pojednania. Niezależnie od tego, jak oceniać konsekracje biskupów wbrew Rzymowi – ja oceniam to negatywnie, ale to osobna i bardzo delikatna kwestia – potężny problem doktrynalny rzeczywiście istnieje. To właśnie znamię kryzysu, w jakim znalazł się Kościół katolicki.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
