Sprawa wywołuje ogromne emocje, ponieważ dotyczy odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę na terytorium Polski. W grudniu ubiegłego roku, podczas konferencji prasowej z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, Donald Tusk zadeklarował, że jeśli Berlin nie przedstawi szybkiej i jednoznacznej propozycji dotyczącej zadośćuczynienia dla żyjących ofiar, Polska może rozważyć wypłatę świadczeń z własnych środków.

– „Ja będę rozważał, jeśli tu nie uzyskamy jakiejś deklaracji jednoznacznej i szybkiej, to będę rozważał w przyszłym roku decyzję, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków” – powiedział wówczas premier.

Podczas najnowszej konferencji prasowej Tusk został zapytany o tamte słowa. Odpowiedział, że jego stanowisko nie uległo zmianie.

– „Moje stanowisko jest niezmienne. Dziwię się, że strona niemiecka, w związku, jak słyszę tłumaczenia, ze sporami wewnątrz tamtejszej koalicji, że jedna partia koalicyjna nie jest skłonna na taki wydatek budżetowy, to dziwię się, bo tak naprawdę ucierpi na tym przede wszystkim reputacja Niemiec, jeśli nie będą w stanie takiej decyzji podjąć. Zobaczymy. Będziemy kończyć prace budżetowe, ale daję im jeszcze trochę czasu na decyzję” – oświadczył premier.

Krytycy rządu zwracają uwagę, że sama możliwość finansowania takich świadczeń przez polski budżet budzi poważne wątpliwości. Odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez Niemcy nie powinna być nowiem w żadnym stopniu przenoszona na polskich podatników. Warto także podkreślić, że Berlin od lat konsekwentnie odrzuca postulaty dotyczące reparacji wojennych, twierdząc, że sprawa mam być rzekomo zamkniętą zarówno pod względem prawnym, jak i politycznym.

Podczas polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych kanclerz Friedrich Merz podtrzymał właśnie takie stanowisko. – „Kwestia reparacji zarówno z politycznego, jak i prawnego punktu widzenia jest wyjaśniona” – stwierdził szef niemieckiego rządu. Jednocześnie przekonywał, że Niemcy są świadome swojej historycznej odpowiedzialności i chcą kontynuować rozmowy z Polską.

W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się głosy, że Berlin skutecznie unika realnych rozliczeń finansowych, jednocześnie wzmacniając swoje wpływy polityczne i gospodarcze w Europie. Krytycy obecnej polityki rządu twierdzą, że działania podejmowane przez Donalda Tuska mogą być odbierane jako ułatwianie Niemcom wyjścia z niewygodnego problemu reparacji. W ich ocenie kolejne dyskusje o symbolicznych gestach i ograniczonych świadczeniach mogą tworzyć swoistą „zasłonę dymną”, odwracając uwagę od nierozwiązanej kwestii wielomiliardowych strat poniesionych przez Polskę podczas wojny.

Przypomnijmy, że raport przygotowany przez parlamentarny zespół ekspertów oszacował straty poniesione przez Polskę w wyniku niemieckiej agresji i okupacji na ponad 6 bilionów złotych. Niemcy jednak nie chcą uznać tych wyliczeń jako podstawy do wypłaty reparacji.