Niemcy
Zastanawiając się nad realnymi, a nie medialnymi rezultatami helsińskiego szczytu Trump–Putin, warto na niego popatrzeć przez niemieckie okulary. To dla nas, Polaków, szczególnie istotne, Niemcy bowiem przez dwie kadencje prezydenta Obamy odgrywały rolę pośrednika między USA a Unią Europejską.Ta znakomita dla nich w wymiarze politycznym (i geopolitycznym) rola zakończyła się z hukiem, gdy Amerykanie wybrali na gospodarza Białego Domu Donalda Trumpa. Berlin nie tylko utracił rolę ambasadora UE wobec Stanów Zjednoczonych i odwrotnie, ale również stał się nagle krajem najostrzej krytykowanym przez nowego prezydenta USA. Niemcy, nienawykłe do krytyki i jednocześnie przyzwyczajone, że ich dominująca rola była przez lata powszechnie uznawana i na Starym Kontynencie, i za wielką wodą, zupełnie nie wiedziały, jak zareagować. Miotały się między podgrzewaniem nastrojów nie tylko antytrumpowskich, ale szerzej antyamerykańskich w Europie a próbami naprawienia relacji bilateralnych z Waszyngtonem.