Czy nad Watykanem musi zawisnąć flaga proroka, by dostrzec, że „duch Soboru" się nie sprawdza?
Od ponad pół wieku w Kościele na Zachodzie Europy testuje się nowe, rzekomo genialne rozwiązania. Otwarcie, rezygnacja z zasad moralnych, by zadowolić wiernych, wyrzucenie na śmietnik tomizmu i scholastycznej teologii i zastąpienie ich bajdurzeniem (by nie powiedzieć bełkotem) Heideggera i innych filozofów współczesnych, a także zastąpienie ascetyki psychoanalizą – to wszystko miało sprawić, ze Kościół będzie przyciągał nowych wiernych i lepiej głosił Ewangelię. Skutki są jednak dokładnie odwrotne. Ostatnie pół wieku to okres pustoszenia świątyń, odchodzenia ludzi od wiary i lawinowego spadku liczby powołań kapłańskich i zakonnych. Trudno o lepszy dowód na to, że metoda „uzdrawiania” okazała się gorsza od choroby (bo niewątpliwie w okresie przez Soborem Watykańskim II Kościół miał rozmaite problemy, które trzeba było rozwiązać).