Dramat pani Agnieszki i pana Jacka... Nie dano im spokojnie pokochać dziecka
Gdy czytałem ten wywiad ściskało mi się serce. Ale nie z powodu tej rzekomej „krzywdy”, o jakiej wciąż mówią bohaterowie „Wprostu” pani Agnieszka i pan Jacek. Istotą nieszczęścia jakie ich spotkało nie jest bowiem to, że nie pozwolono im na aborcję dziecka, ale to, że nagonka na ich własnego syna, na Jana sprawiła, że nie byli oni w stanie spokojnie go pokochać i pożegnać się z nim. Lekarze bowiem nastawili ich na to dziecko tak, jakby było ono tylko zlepkiem wad rozwojowych, a nie żywym człowiekiem, którego trzeba otoczyć miłością i wziąć od niego tak wiele jak można miłości. Dziesięć dni to dużo, ale nic nie wskazuje na to, by ten czas został wystatczająco wykorzystany.