Kościół
Z zarzutem braku miłosierdzia spotkałem się osobiście niedawno. Było to po tym, jak w ogłoszeniach parafialnych zachęcałem wiernych do przeczytania jednego z artykułów w tygodniku „Idziemy”. Tekst ten, podobnie jak apel Prezydium Episkopatu Polski omawiany w bieżącym numerze, wskazywał na to, co dla katolika jest nie do przyjęcia, a co jest manipulacją w rządowym projekcie ustawy o in vitro. Do zakrystii wpadła po tym mocno sfrustrowana dwudziestoparolatka, aby mnie zbesztać. – Nie przyszłam tu dyskutować, tylko chcę księdza z tym zostawić – rzuciła na odchodne, wylawszy przedtem kubeł inwektyw.Nie chcę robić z siebie męczennika, bo mój przypadek nie jest bynajmniej odosobniony. Wskazuję raczej na zjawisko, które dotyka coraz szerszej grupy duchownych. Mieści się w nim również ciąganie po sądach abp. Józefa Michalika za jego wypowiedź w homilii, że dzieci z rodzin rozbitych i dysfunkcyjnych padają ofiarą molestowania i innych przestępczych zachowań statystycznie częściej niż te, które