To nie małżeństwo, a antykoncepcja niszczy namiętność
Nie zamierzam polemizować z ludźmi, którzy narzekają na swoje pożycie seksualne. Nie bawi mnie też wyzłośliwianie się nad ich użalaniem się nad sobą; czy obśmiewanie odkrycia, że nad małżeństwem trzeba pracować. To by było zbyt proste, a zresztą wcale nie oddawałoby istoty problemu, o jakim mówią autorka i bohater tekstu na portalu parentingowym. Ich żale są do jakiegoś stopnia zrozumiałe, i zapewne podzielane przez wielu innych małżonków (czy konkubentów). Tyle, że źle zdiagnozowali oni winnego za swoją sytuację. Nie jest nim „stały związek”, ani małżeństwo, ale… w ogromnej większości przypadków antykoncepcja.