Polityka

Uzbrojeni policjanci w mieszkaniu prezesa Marszu Niepodległości

Siedmiu policjantów, kamizelki kuloodporne, tarcze i wyciągnięta broń palna. Tak według relacji Bartosza Malewskiego wyglądała sobotnia interwencja w jego mieszkaniu.

2 min czytania
Bartosz Malewski Screenshot - YouTube (Nowy Ład).jpg
Bartosz Malewski Screenshot - YouTube (Nowy Ład).jpg

Jak podają media, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i adwokat broniący uczestnika protestów przed Trybunałem Konstytucyjnym miał paść ofiarą fałszywego zawiadomienia o zabójstwie. Policja potwierdziła interwencję i wszczęła czynności dotyczące nieprawdziwego zgłoszenia. Malewski zastanawia się, czy zdarzenie mogło mieć związek z jego działalnością publiczną.

Do zdarzenia doszło w sobotę, 24 października, około południa. Bartosz Malewski usłyszał gwałtowne dobijanie się do drzwi swojego mieszkania i wezwanie do ich otwarcia. Gdy zobaczył uzbrojonych funkcjonariuszy, otrzymał polecenie założenia rąk na kark i opuszczenia lokalu.

„W moim mieszkaniu pojawiło się siedmiu funkcjonariuszy Policji. Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną” – relacjonował Malewski w opublikowanym oświadczeniu.

Policjanci sprawdzili pomieszczenia, po czym pozwolili mu wrócić do mieszkania. Według prezesa stowarzyszenia cała interwencja trwała około pół godziny.

Fałszywy donos i podejrzenia o prowokację

Jak wyjaśniła Komenda Stołeczna Policji, powodem interwencji był wpis zamieszczony na jednej z internetowych platform komunikacyjnych. Jego autor informował o dokonaniu zabójstwa i zamiarze odebrania sobie życia.

Dyżurny komendy na warszawskiej Woli skierował pod wskazany adres kilka patroli. Zgłoszenie potraktowano jako pilne ze względu na potencjalne zagrożenie życia.

„Policjanci wyjaśnili, że na początkowym etapie obsługi tego typu zgłoszenia – mając na uwadze konieczność szybkiego działania, ponieważ odnosiło się ono do zagrożenia życia i zdrowia ludzi – nie ma możliwości odstąpienia od interwencji” – przekazała stołeczna policja.

Po sprawdzeniu okoliczności okazało się, że alarm był fałszywy. Malewski nie ukrywa oburzenia i uważa, że ktoś mógł celowo wykorzystać funkcjonariuszy do przeprowadzenia interwencji w jego mieszkaniu.

„Ktoś posłużył się funkcjonariuszami jak narzędziem i doprowadził do wysłania uzbrojonego oddziału pod drzwi niewinnego człowieka. Teraz wyjaśnienia wymaga przede wszystkim to, kto świadomie wprowadził ich w błąd i w jakim celu” – podkreślił adwokat.

Malewski zwrócił uwagę na moment, w którym doszło do zdarzenia. Trwają przygotowania do tegorocznego Marszu Niepodległości, a on sam jest jednym z obrońców Piotra W., zatrzymanego 16 października podczas wydarzeń w pobliżu Trybunału Konstytucyjnego.

Adwokat złożył wcześniej zażalenie na sposób przeprowadzenia tamtego zatrzymania. Obecnie nie wyklucza, że fałszywe zgłoszenie mogło mieć związek z jego aktywnością zawodową lub społeczną. Nie przedstawiono jednak dowodów potwierdzających taki motyw.

O zdarzeniu wypowiedział się również szef sztabu Marszu Niepodległości Marcin Osowski, który w rozmowie z Telewizją Republika krytycznie ocenił skalę policyjnej interwencji.

„Jesteśmy w szoku” – przyznał.

Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że w związku ze zdarzeniem przyjęto zawiadomienie dotyczące między innymi art. 238 Kodeksu karnego, czyli zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie, oraz art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

Źródło: mp/X, KSP, DoRzeczy.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej