Franciszek, a właściwie Jan Bernardone, przyszedł na świat na przełomie 1181 i 1182 roku we włoskiej Umbrii. Jego rodzice Piotr i Joanna należeli do zamożniejszych obywateli miasta. Chłopcu nie spieszno było ani do nauki, ani do interesów. Swoją młodość spędzał beztrosko w otoczeniu kompanów, marząc o sławie rycerskiej.
Przełomowe zdarzenie
20-letni Jan Bernardone wyruszył na wojnę z Perugią. Dostał się do niewoli i ciężko zachorował. Gdy wyzdrowiał, ponownie spróbował żołnierskiej przygody, ale w jego duszy toczyła się już cicha walka.
W pewnym momencie postanowił jednak zostawić przyjaciół, interesy ojca i marzenia o sławie. W samotności, ubóstwie i na modlitwie, pragnął zostać doskonałym naśladowcą Chrystusa i „odbudować Jego Kościół". Szybko zgromadzili się wokół niego uczniowie, a papież zatwierdził ułożoną przez Franciszka regułę, która dała początek Zakonowi Braci Mniejszych, Sióstr Klarysek i Trzeciemu Zakonowi, przeznaczonemu dla ludzi świeckich.
Radosny stygmatyk
14 września 1224 roku spełniło się największe pragnienie Franciszka - upodobnić się całkowicie do Mistrza. Chrystus w postaci serafina odcisnął na jego ciele swoje rany (pierwsze potwierdzone stygmaty). Od tamtej chwili Franciszek, nazywany „Serafickim", żył jeszcze dwa lata, w czasie których Bóg stopniowo go ogołacał.
Wtedy jednak, gdy tracił wzrok, cierpiał na malarię, wrzody żołądka i reumatyzm, napisał swoją „Pieśń słoneczną", najradośniejszą modlitwę jaką zna świat.
Nie tylko rośliny i zwierzęta
W świadomości przeciętnego chrześcijanina funkcjonuje na ogół uproszczony obraz św. Franciszka, kojarzonego z kwiatkami, ptaszkami i wilkiem podającym łapę. A przecież ten mistyk i stygmatyk był człowiekiem z krwi i kości, był kimś, kto w XIII wieku nie tylko wydobył Kościół z kryzysu, ale dokonał w nim największej „rewolucji", trwającej po dzień dzisiejszy.
Postać, która nie przestaje inspirować
Jest rzeczą niepojętą, że ten, którego „tak trudno naśladować", który wydaje się tak odległy, tak niepodobny do współczesnego człowieka, wciąż zadziwia, oczarowuje, i to nie tylko chrześcijan, bo nawet niewierzący są pod urokiem tej postaci. „To chyba jedyny święty, który nie ma wrogów i jest powszechnie akceptowany" – słusznie ktoś zauważył.
Święty pokoju i pojednania
Gdy Franciszek umierał 3 października 1226 roku na gołej ziemi w Porcjunkuli poprosił braci, aby mu zaśpiewali: ci rzewnie płacząc rozpoczęli „Pieśń słoneczną", ułożoną przez niego w czasie choroby. Gdy skończyli, słabnącym głosem dodał do niej ostatnią strofę: „Bądź pochwalony, Panie mój, przez naszą siostrę, Śmierć cielesną...".
Tak umierał ten, któremu tu na ziemi udało się pogodzić człowieka z wilkiem, radość z cierpieniem i życie ze śmiercią.
Biedaczynę z Asyżu kanonizował papież Grzegorz IX w 1228 roku. Jego relikwie znajdują się w bazylice jemu poświęconej w Asyżu. Patronuje franciszkanom, ekologom i handlarzom.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.