„Kraje takie jak Węgry i Polska pokazują, że można pozbyć się autorytarnych przywódców. Jednak dopiero po odwołaniu osób zagrażających demokracji zaczyna być naprawdę trudno” – czytamy w felietonie autorstwa Viktorii Grossman i Vereny Meyer. Pierwsza z nich wielokrotnie dała się poznać jako osoba nieustannie demonizująca polską prawicę i wychwalająca obecnie rządzącą w Polsce koalicję 13 grudnia.
W ocenie Grossman i Meyer „rzadko mówi się jednak o następstwach – o trwałych szkodach” autorytarnych rządów w takich krajach, jak Polska i Węgry. Zdanie sobie sprawy z tych „szkód” wywołuje – ich zdaniem – „pewne otrzeźwienie”.
Ich zdaniem w Polsce i na Węgrzech pojawia się dylemat odnośnie do tego, jakie środki są dopuszczalne, by naprawić według nich zniszczony przez prawicę system.
„W Polsce, od czasu porażki PiS w 2023 roku, pytanie brzmi: czy rząd ma prawo stosować niedemokratyczne środki w celu przywrócenia demokracji?” – czytamy. W tym kontekście w artykule przypomniane zostało siłowe przejęcie telewizji publicznej przez rząd Tuska.
„Sposób tego demontażu był wysoce kontrowersyjny z prawnego punktu widzenia – ale skuteczny” – czytamy.
Ich zdaniem Tusk nie wypełnia swoich obietnic wyborczych dlatego, że uniemożliwia mu to opanowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny oraz prezydent Karol Nawrocki. „Jest oczywiste, że premier Tusk nie będzie w stanie dotrzymać obietnic wyborczych, jeśli będzie podążał wyłącznie drogą zgodną z prawem. Ale jak daleko może się posunąć, nie zrażając wyborców?” – czytamy.
Autorki uważają także, że jeśli Tusk nie wygra przyszłorocznych wyborów i nie znajdzie koalicjantów, to do władzy wróci PiS. „I będzie bardziej na prawo niż kiedykolwiek wcześniej. Partia PiS będzie potrzebowała koalicjantów, a prawie wszyscy potencjalni kandydaci są skrajnie nacjonalistyczni lub skrajnie prawicowi” – czytamy. Grossman i Meyer uważają ponadto, że po odejściu z PiS Mateusza Morawieckiego, partia ta będzie bardziej skłonna do szukania koalicjantów wśród ugrupowań, z którymi dotychczas zdecydowanie wykluczała współpracę.
Ich zdaniem podobnie rzecz wyglądała w Czechach i na Słowacji, gdzie tamtejsi premierzy Andrej Babisz i Robert Fico zmuszeni zostali okolicznościami do zbudowania koalicji z partiami nacjonalistycznymi. Autorki uważają jednak, że nawet demokrata Tusk sięga po środki nawiązujące do narracji prawicowej i nacjonalistycznej.
„Na przykład, liberalno-konserwatywny rząd Tuska w Polsce, choć nie podżega do nienawiści wobec Ukraińców, to ogranicza im świadczenia. Choć Tusk prezentuje się jako zdecydowanie proeuropejski, głośno sprzeciwia się niektórym inicjatywom UE, takim jak wspólna polityka azylowa i umowa z Mercosur” – czytamy.
Grossmann i Meyer podkreślają jednak, że za takie zachowania partie rozliczane są przez liberalnych wyborców. Jako przykład podają przegraną Rafała Trzaskowskiego w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, który przejął częściowo nacjonalistyczną narrację od konkurentów i zraził tym do siebie część wyborców.
W dalszej części – powołując się na opinię polskiej socjolog Karoliny Wigury – postulują nałożenie przez UE ograniczeń na takie platformy, jak Meta bądź X, które promują prawicę.
„Ponieważ w najgorszym przypadku, jak pokazują kraje Europy Środkowej – nie tylko system demokratyczny ulega zniszczeniu, ale także ci, którzy byli za to odpowiedzialni, powracają do władzy w jeszcze bardziej radykalnej postaci” – czytamy w podsumowaniu artykułu.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.