„Bardzo ważną rzeczą jest to, żebyśmy dzisiaj sobie uświadomili, zwłaszcza tutaj nad Wisłą, że nasze myślenie strategiczne to już jest, Szanowni Państwo, tysiąc lat” — mówi gen. Andrzejczak. Jak podkreśla, polska kultura strategiczna wyrasta z doświadczenia Piastów, Jagiellonów, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, powstań, hekatomby dwóch wojen światowych, komunizmu i współczesnych operacji wojskowych poza granicami państwa.
To — zdaniem generała — nie jest ozdobna opowieść historyczna, lecz realny zasób państwa. „Dzisiaj jesteśmy dwudziestą gospodarką. To się nie wzięło znikąd. Mamy absolutnie wpisane w DNA naszą skłonność i potrzebę do wolności, do instytucji - zorganizowana siła zbrojna” — zaznacza.
Książka „Nowy Algorytm Strategiczny Polski”, napisana przez gen. Rajmunda Andrzejczaka i Sławomira Dębskiego, przedstawia ją właśnie jako próbę uporządkowania języka, pojęć i ram analitycznych potrzebnych obywatelom do oceny działań państwa w świecie, „w którym sojusze słabną, a konkurencja staje się bezwzględna”.
Andrzejczak stawia wobec Ukrainy diagnozę ostrą, ale nie emocjonalną. „Ukraina takiej kultury strategicznej po prostu zwyczajnie nie ma” — mówi. Wskazuje, że ukraińska państwowość i strategiczna samoświadomość kształtowały się w dramatycznym cieniu Rusi Kijowskiej, Rosji carskiej, bolszewickiego ZSRR i dzisiejszej Federacji Rosyjskiej, która od 2014 roku prowadzi przeciw Ukrainie wojnę. Dlatego — jak ocenia — ukraińska kultura strategiczna „dopiero się wykuwa”: w ogniu, napięciu i emocjach.
Najmocniejsze słowa padają, gdy były szef Sztabu Generalnego opisuje różnicę między dojrzałą kulturą strategiczną a jej przeciwieństwem. „Przeciwieństwem kultury strategicznej nie jest brak kultury strategicznej. Jest nim strategiczne chamstwo” — mówi gen. Andrzejczak na YouTube w Kanale Zero.
Generał zastrzega jednak, że rozpoznanie „strategicznego chamstwa” nie może oznaczać przyjęcia tych samych standardów. „Co nie oznacza, że mamy przyjąć te same standardy” — podkreśla. Jego przesłanie jest więc inne niż prosta antyukraińska reakcja: Polska ma bronić swoich interesów, pamięci historycznej i podmiotowości, ale musi robić to z pozycji państwa starszego, bardziej doświadczonego i strategicznie dojrzalszego.
W tym sensie Andrzejczak nie neguje znaczenia wspierania Ukrainy przeciw rosyjskiej agresji. Przeciwnie — broni decyzji o przekazaniu Ukrainie rakiet Patriot, mówiąc, że była ona „dobra, słuszna i potrzebna do obsługi naszych interesów”. Zaznacza przy tym, że nie była to „filantropia” ani gest dobrej woli, lecz działanie wynikające z „twardych interesów Rzeczypospolitej”.
Jednocześnie generał ostrzega przed podgrzewaniem emocji po obu stronach. Jak mówi, niepotrzebnie uruchomiły się emocje społeczne „zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce”, a one „nie służą ani Polsce, ani Ukrainie”, tylko rosyjskiej narracji. To ważne rozróżnienie: można wspierać Ukrainę militarnie, bo leży to w interesie Polski, a zarazem nie godzić się na lekceważenie polskiej pamięci, interesów gospodarczych, migracyjnych czy bezpieczeństwa.
Najważniejsza lekcja płynąca z tej wypowiedzi jest prosta: Polska nie może dać się wepchnąć ani w antyukraińską histerię, ani w bezwarunkowe podporządkowanie interesom Kijowa. Państwo z tysiącletnią kulturą strategiczną powinno pomagać tam, gdzie wymaga tego polska racja stanu, ale powinno też twardo pytać o własne bezpieczeństwo, rolnictwo, migrację, pamięć o Wołyniu, odbudowę Ukrainy i przyszłe relacje gospodarcze.
Gen. Andrzejczak nie proponuje obrażania się na historię ani na rzeczywistość. Proponuje coś trudniejszego: strategiczną dorosłość. Polska ma prawo wymagać od Ukrainy szacunku, przejrzystości i partnerskiego traktowania, ale sama musi najpierw wiedzieć, czego chce. Bo bez własnej strategii nawet słuszna pomoc może zostać przedstawiona jako naiwność, a cierpliwość — jako słabość.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.