Budanow w rozmowie z RBK-Ukraina, relacjonowanej przez polskie media, stwierdził, że napięcie w relacjach z Polską „wkrótce osiągnie punkt kulminacyjny”. Powiązał to z rocznicą zbrodni wołyńskiej i mówił, że z posiadanych przez niego informacji wynika, iż Polacy „przygotowują cały szereg działań prowadzących do eskalacji”. Dodał też: „Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na tym świecie” oraz ostrzegł, że „każdy przejaw nieprzyjaznej polityki” spotka się z reakcją Kijowa.
Na te słowa w Ankarze zareagował Bartosz Grodecki. Szef BBN przypomniał, że w czerwcu spotkał się z Budanowem, a rozmowa trwała 90 minut. Jak zaznaczył, ukraiński polityk „nie był tak zasadniczy” podczas bezpośredniego spotkania. „Myślę, że to jest nieodpowiedzialne, niepotrzebne zupełnie z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich. Jeżeli tak minister Budanow twierdzi, to jest w głębokim błędzie” — powiedział Grodecki.
Najmocniejsze słowa szefa BBN dotyczyły polityki historycznej Ukrainy i prób budowania współczesnej tożsamości państwowej na kulcie UPA. „Nie ma możliwości, nie ma zgody strony polskiej na budowanie tych relacji na banderyzmie” — podkreślił Grodecki. „Jeżeli Ukraina nie ma innych bohaterów i chce na tym budować swój mit, to robi po prostu strategiczny błąd. Taka jest nasza opinia, zostało to Budanowowi przekazane, wie to też prezydent Zełenski” — dodał.
Grodecki ocenił również, że jeśli Budanow chce mówić o eskalacji, to źródła tej eskalacji widać raczej po stronie ukraińskiej. Według szefa BBN wypowiedź ukraińskiego polityka świadczy o „przerzucaniu odpowiedzialności na stronę polską”. To ważna diagnoza, bo Warszawa od tygodni podkreśla, że nie kwestionuje pomocy Ukrainie w obronie przed Rosją, ale nie może akceptować gloryfikacji formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach.
Tłem sporu jak wiadomo jest decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA”. Polski MSZ ocenił ją jednoznacznie negatywnie, wskazując, że „rani pamięć o ofiarach tej organizacji” i „uderza w dialog między naszymi narodami”. Resort dyplomacji ostrzegł także, że tego typu gesty mogą zostać wykorzystane przez rosyjską propagandę do skłócania Polski i Ukrainy.
Nowe napięcie wywołała także decyzja Rady Najwyższej Ukrainy o utworzeniu Panteonu Narodowego. Przewodniczący parlamentu Rusłan Stefanczuk mówił, że mają się w nim znaleźć „najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego”. Deputowany Mykyta Poturajew przyznał PAP, że lista osób nie jest jeszcze gotowa, ale nie wykluczył, że mógłby się na niej znaleźć Stepan Bandera.
Dla Polski nie jest to spór symboliczny ani drugorzędny. 11 lipca 1943 roku oddziały UPA przeprowadziły skoordynowany atak na polskie miejscowości na Wołyniu. IPN przypomina, że tego dnia fala terroru objęła dziesiątki wsi, kolonii i majątków, a „krwawa niedziela” stała się apogeum ludobójstwa prowadzonego przeciw polskiej ludności cywilnej.
W tej sytuacji słowa Budanowa brzmią nie jak apel o odpowiedzialność, lecz jak próba uprzedniego obarczenia Polski winą za napięcia wywołane przez ukraińską politykę gloryfikowania faszyzmu wzorowanego na ideach niemieckiego narodowego socjalizmu i Mein Kapmf Adolfa Hitlera.
Grodecki jasno postawił granicę: Polska może i powinna wspierać Ukrainę przeciw rosyjskiej agresji, ale nie za cenę milczenia wobec banderyzmu. To nie Polska eskaluje, gdy domaga się prawdy o Wołyniu. Eskalacją jest oczekiwanie, że pamięć o pomordowanych zostanie podporządkowana politycznej wygodzie Kijowa.
Zenon Witkowski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.