Portal RMF24 poinformował wczoraj, że poseł Marcin Romanowski skierował do sądu wniosek o „list żelazny”, czyli gwarancję odpowiadania z wolnej stopy, jeżeli dobrowolnie stawi się przed organami ścigania. Wedle ustaleń dziennikarzy, pismo zostało nadane z kontrolowanego przez Rosjan Naddniestrza.
Do sprawy w programie „Graffiti” na antenie Polsat News odniósł się prof. Krzysztof Szczucki z Rozwoju Plus, który przyznał, że „byłby w szoku”, gdyby poseł Romanowski naprawdę przebywał w Tyraspolu.
- „Wysłanie listu skądś nie musi nic oznaczać. Ktoś inny mógł ten list wysłać. Ale jeżeli by się to potwierdziło, że przebywa w Naddniestrzu, to byłbym w szoku i uważam, że to jest sytuacja dyskredytująca daną osobę w życiu publicznym w ogóle”
- powiedział parlamentarzysta.
- „Tutaj pewnie musimy poczekać na to, aż służby albo ktoś inny na 100 proc. potwierdzi, że on tam jest”
- dodał.
To natomiast, że dotychczas służbom nie udało się ustalić faktycznego miejsca przebywania posła Romanowskiego, w ocenie prof. Szczuckiego dowodzi, iż „państwo znowu jest państwem z tektury”. Jednocześnie zauważył, że cała sprawa może służyć rządowi Donalda Tuska.
- „Pytanie, czy Donaldowi Tuskowi naprawdę zależy na powrocie Romanowskiego? Czy ten taki serial odgrywany, zwłaszcza wtedy, kiedy Tusk ma poważne problemy, jak kilka afer na Dolnym Śląsku, jak wcześniej Szpital Południowy i pewnie kolejne, to taka sytuacja z Marcinem Romanowskim, który skądś tam gdzieś wysyła list, w zasadzie dla rządu jest całkiem dogodna”
- podkreślił.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.