Gospodarka głupcze

Pekin stawia na węgiel i bezpieczeństwo, a UE brnie w klimatyczne absurdy

Chiny nakazały zwiększenie krajowego wydobycia węgla i przygotowanie rezerwowych mocy produkcyjnych na wypadek problemów z dostawami energii. Pekin jednocześnie bije rekordy w rozbudowie OZE.

3 min czytania
Chiny, więkiel i OZE
Chiny, więkiel i OZE · fot. Grafika wygenerowana komputerowo

Chiński model jest więc prosty: transformacja energetyczna – tak, ale nie kosztem bezpieczeństwa energetycznego. Na tym tle jeszcze wyraźniej widać różnicę między podejściem Pekinu a polityką klimatyczną Unii Europejskiej.

18 września chińskie NDRC, National Energy Administration oraz National Mine Safety Administration poleciły największym regionom górniczym i koncernom doprowadzić do „stabilnego odbicia” produkcji węgla. Państwo chce również mieć możliwość szybkiego uruchomienia dodatkowych zdolności wydobywczych w przypadku kryzysu. Oficjalny komunikat NEA mówi wprost o konieczności zapewnienia dostaw dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego oraz o „uwalnianiu rezerwowych zdolności produkcyjnych” wtedy, gdy będzie to potrzebne.

Pekin: OZE rośnie, ale węgiel zostaje zabezpieczeniem

Nie oznacza to, że Chiny rezygnują z energetyki odnawialnej. Wręcz przeciwnie. W pierwszej połowie 2026 roku źródła niekopalne stanowiły już około 62 proc. zainstalowanych mocy chińskiego systemu, a energia odnawialna odpowiadała za ponad 40 proc. produkcji energii elektrycznej.

Równocześnie chińskie władze nadal określają węgiel jako „podstawowe źródło energii” istotne dla gospodarki i bezpieczeństwa państwa.

To charakterystyczne dla strategii Pekinu: Chiny rozwijają wiatr i fotowoltaikę w gigantycznej skali, ale nie likwidują konwencjonalnego zaplecza tylko dlatego, że zwiększa się udział OZE. Państwo chce do 2030 roku posiadać około 300 mln ton rocznie rezerwowych zdolności wydobywczych, które można uruchomić w przypadku niedoborów, gwałtownego wzrostu zapotrzebowania lub kryzysu.

Chińska NDRC zwraca przy tym uwagę, że światowy rynek energii pozostaje podatny na napięcia geopolityczne. Węgiel ma więc pełnić funkcję swoistego energetycznego „bufora bezpieczeństwa”. Sama chińska administracja określa go wręcz jako „kamień balastowy” stabilności dostaw energii.

Tymczasem UE: 90 proc. mniej emisji i kolejne opłaty

Inną drogą podąża Unia Europejska. W marcu 2026 roku Rada UE ostatecznie zatwierdziła wiążący cel redukcji emisji gazów cieplarnianych netto o 90 proc. do 2040 roku w porównaniu z 1990 rokiem. Neutralność klimatyczna całej UE ma zostać osiągnięta w 2050 roku.

Elementem tej polityki jest również ETS2, czyli rozszerzenie systemu handlu emisjami na paliwa wykorzystywane m.in. w budynkach i transporcie drogowym. Po zmianach przyjętych w 2026 roku system ma stać się w pełni operacyjny w 2028 roku. Komisja Europejska sama wskazuje, że cenowy mechanizm ETS2 ma zachęcać do remontów budynków oraz przechodzenia na niskoemisyjny transport.

Kontrast z Chinami jest tym ciekawszy, że problemy z konkurencyjnością europejskiej energetyki dostrzegają już same instytucje UE. Mario Draghi w przygotowanym dla Komisji Europejskiej raporcie ostrzegał, że europejskie przedsiębiorstwa płacą za energię elektryczną dwa–trzy razy więcej niż firmy w USA i Chinach.

Pekin nie wybiera więc pomiędzy transformacją energetyczną a bezpieczeństwem. Rozbudowuje OZE, ale jednocześnie zwiększa możliwość wydobycia własnego węgla. Bruksela przyjęła natomiast prawnie wiążącą ścieżkę bardzo głębokiej redukcji emisji i rozszerza mechanizmy cenowe związane z CO2. Zwolennicy polityki UE wskazują, że ma ona zmniejszyć zależność od paliw kopalnych i przyspieszyć rozwój nowych technologii; jej krytycy zwracają uwagę przede wszystkim na koszty dla przemysłu i gospodarstw domowych. Dane dotyczące europejskich cen energii pokazują, że ten drugi problem trudno zignorować.

Źródło: mp/NDRC, AP, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej