Tylko u nas

Marek Formela dla Frondy: Donald, nie śpij!

Zarząd woj. pomorskiego, kwintesencja koalicji rządowej KO/PSL, tuż przed powołaniem Jolanty Sobierańskiej-Grendy zmienił uchwałę o wynagrodzeniach zarządu i wprowadził, z datą od 1 lipca 2025 roku, sześciomiesięczne odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji. W sam raz, by minister Jolanta Sobierańska-Grenda mogła pobrać 190 tys. zł.

4 min czytania
Marek Formela
Marek Formela · fot. Screenshot - YouTube/wPolsce24

Donald, nie śpij, bo nas oskubią, ale nie wyleczą...

W budżecie NFZ jest ponad 200 mld zł. W sam raz tyle, żeby zgodnie z prawem wypłacić byłej prezes Szpitali Pomorskich, dziś „niepolitycznej” minister zdrowia Jolancie Sobierańskiej-Grendzie, 197 tys. zł odszkodowania z tytułu „obowiązywania zakazu konkurencji po ustaniu pełnienia funkcji” prezesa, nadto 12 tys. zł ekwiwalentu za niewykorzystaną przerwę w świadczeniu usługi zarządzania (inaczej urlop – red.) oraz 11 tys. zł ekwiwalentu za eksploatację własnego samochodu podczas osobistego zarządzania.

Tylko pierwotni liberałowie, których środowisko Tuska miało na swoich sztandarach, uważali, że pierwszy milion trzeba ukraść. Wypłata dla minister Sobierańskiej-Grendy jest przeprowadzona z chirurgiczną precyzją. Zanim 23 lipca 2025 roku obwieszczono jej powołanie do rządu, w pomorskim urzędzie marszałkowskim jakby czuli pismo... Zebrało się nadzwyczajne walne zgromadzenie wspólników, by podjąć dwie ważne uchwały. Zgromadzenie tworzą członkowie zarządu woj. pomorskiego: Mieczysław Struk, Marcin Skwierawski, Leszek Bonna – wszyscy Koalicja Obywatelska, Adam Gawrylik – PSL i Agnieszka Baranowska – Polska 2050.

14 lipca 2025 roku, po ośmiu latach, podjęto nową uchwałę w sprawie wynagrodzenia osób zarządzających Szpitalami Pomorskimi. Według poprzedniej, z marca 2017 roku, członkom zarządu przysługiwało wynagrodzenie od czterech do ośmiu pensji i nie przysługiwała żadna rekompensata za zakaz konkurencji. Czy, ubezpieczając uchwałą jego zarząd, liderzy KO na Pomorzu nie wiedzieli o pomysłach kadrowych lidera KO w Polsce na kandydata na stanowisko ministra zdrowia? Dziwna zbieżność, a może przesłanka zgody? W końcu prezes Sobierańska-Grenda doszła w Szpitalach Pomorskich do 47 tys. zł miesięcznie, a wynagrodzenie rządowe to drobne na waciki? Kto wie, a może ktoś się dowie?

Na podstawie ustawy o kształtowaniu wynagrodzeń osób pełniących funkcje kierownicze w niektórych spółkach z 2016 roku uchwalono 14 lipca, że członkom zarządu przysługuje całkiem godne wynagrodzenie stałe w widełkach od siedmiu do 15 pensji, liczonych na podstawie komunikatu prezesa GUS o ustaleniu przeciętnej płacy bez wypłat z zysku za IV kwartał roku poprzedniego. Łatwo zauważyć, że w 2024 roku było to ok. 8 tys. złotych.

Nadto rada nadzorcza – przewodniczący to były wicemarszałek pomorski Wiesław Byczkowski, a także dyrektor w urzędzie pomorskim Zbigniew Bonarski i wiceprezydent Wejherowa Arkadiusz Kraszkiewicz – kwitując wykonanie przez zarząd celów zarządczych, np. strategii rozwoju spółki, jej finansów, może otworzyć drogę do wypłaty części zmiennej wynagrodzenia, nie wyższej niż 50 proc. części stałej. Wspólnicy przewidzieli też w uchwale prawo do – uwaga! – 27 dni przerwy w świadczeniu usług zarządzania przez członków zarządu, przypadających na dni robocze, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia za przerwę w pracy. To jakby echo postulatów z Sierpnia ’80, które strajkujący robotnicy zawarli w Porozumieniach Gdańskich.

W paragrafie 8 uchwały wspólników z 14 lipca 2025 roku zapisano, że „członka zarządu obowiązuje zakaz konkurencji”. Wymienia inne szpitale, funkcji rządowych uchwała nie specyfikuje. Jeśli na swoim stanowisku przepracuje trzy miesiące, może liczyć na odszkodowanie po rozwiązaniu umowy. Może ono wynosić 100 proc. wynagrodzenia stałego, wypłacanego przez sześć miesięcy. Nowy zarząd Szpitali Pomorskich, którym kieruje prezes Dariusz Nałęcz, poprzednio wiceprezes, wypłacił więc odszkodowanie Jolancie Sobierańskiej-Grendzie zgodnie z lokalnym prawem, które swoją uchwałą ustanowili polityczni reprezentanci Koalicji Obywatelskiej w pomorskiej metropolii. W ich imieniu, jako przewodniczący zgromadzenia wspólników, uchwałę podpisywał nadzorujący departament zdrowia w urzędzie wicemarszałek Leszek Bonna, jednocześnie szef klubu KO w sejmiku. Przy okazji posiedzenia 14 lipca polepszono też stan portfeli członków rady nadzorczej. Od ubiegłego roku jej przewodniczący, na podstawie tego samego parametru GUS co członkowie zarządu, otrzymuje miesięcznie 150 proc. tej kwoty, wiceprzewodniczący 135 proc., a członek 120 proc.

W sprawozdaniu spółki Szpitale Pomorskie można przeczytać, że jedynym istotnym płatnikiem lecznicy pozostaje Narodowy Fundusz Zdrowia i z tego źródła pochodzi niemal całość przychodów koncernu. Byłoby tego więcej, gdyby nie skąpstwo NFZ, niedoszacowanie procedur, a także ich limitowanie – zauważają J. Sobierańska-Grenda i D. Nałęcz.

Teraz minister Sobierańska-Grenda może sama zmierzyć się ze sobą i swoimi poglądami. Kiedy była prezesem, skarżyła się bałamutnie na wysokie koszty i straty, a marszałek Struk domagał się dodatkowych pieniędzy od ministra zdrowia w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Dodatkowe pieniądze w NFZ to obowiązkowe składki obywateli podlegające egzekucji. Łatwo więc takie pieniądze spoza własnego budżetu pomorscy wspólnicy, czyli koalicja rządowa w metropolii pomorskiej, mogą wydawać na sute wynagrodzenia personelu.

Tusk, szukając po Polsce milionerów, którzy szczerzą zęby, ma ich pod swoim bokiem. Z woli jego partii sprawiają swój majątek legalnie z dochodów budżetu. Czy jednak świadczenie usług w zakresie konsolidacji szpitali na Podlasiu nie jest aby łamaniem zakazu konkurencji? Skoro pieniądze idą za pacjentem, o którym z ust władzy słychać niewiele, to dobrze zorganizowany przez prezes Sobierańską-Grendę biznes medyczny na Podlasiu może odciągać pacjentów od Szpitali Pomorskich?

Marek Formela

Źródło: mp/Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej