Mariusz Paszko, Fronda.pl: Dzień dobry, panie Simion. Miło znów gościć pana na łamach Frondy.
George Simion, prezes AUR: Dzień dobry. Bardzo miło ponownie udzielić wywiadu Frondzie. Cieszę się, że znów się spotykamy.
Rumunia ponownie znalazła się w poważnym kryzysie politycznym po tym, jak proponowany rząd Adriana Veștei nie uzyskał wotum zaufania. Czy uważa pan to za porażkę prezydenta Nicușora Dana, tradycyjnych partii, czy całego systemu politycznego po 1989 roku?
Nie jest dobrze przyjeżdżać do obcego kraju i źle mówić o swoich rodakach. Ale mogę powiedzieć jedno: cała Polska zobaczyła, kim jest Nicușor Dan i że nie nadawał się na prezydenta Rumunii.
On jest jedynie marionetką obcych interesów. Niestety, w odróżnieniu od Polski, gdzie wciąż walczycie, Rumunia jest już zdecydowanie kolonią. Nasi przywódcy przyjmują polecenia z zagranicy i nie walczą o niezależność własnego kraju. Właśnie dlatego wpędzają Rumunię w kryzys.
Postkomunistyczne elity, które rządzą Rumunią od 35 lat, zniszczyły nasz przemysł. Gospodarka rośnie, ale nie dla dobra ludzi i nie dla naszej gospodarki narodowej. Dlatego od dwóch miesięcy jesteśmy bez rządu.
Oni nie są w stanie stworzyć większości bez nas, a my chcemy poszanowania demokracji. Od grudnia 2024 roku, kiedy anulowano wybory, żyjemy w warunkach zamachu stanu. Najprostszym sposobem wyjścia z tego kryzysu jest powrót do woli narodu, powrót do demokracji i przeprowadzenie przedterminowych wyborów.
Obecne elity nie zgadzają się z głosem ludzi i to będzie bardzo trudne. Nicușor Dan blokuje teraz każdą nominację na premiera i nikt nie wie, kiedy Rumunia będzie miała rząd. Konstytucja przewiduje jednak pewne terminy, na przykład 60 dni. Prezydent musi wskazać drugiego kandydata. Jeśli druga nominacja również nie uzyska poparcia, to teoretycznie — choć od grudnia 2024 roku w Rumunii niczego nie możemy być pewni — powinniśmy dojść do wyborów.
Prawicowe partie w Europie rosną w siłę. Czy Pana zdaniem ten trend będzie kontynuowany?
W całej Europie i w całym wolnym świecie narasta fala niezadowolenia. Partie prawicowe, konserwatywne, wolnościowe i patriotyczne zwyciężają. Widzimy to w Europie, ale także w Ameryce Północnej i Ameryce Południowej.
Ostatnio dwóch prezydentów po prawej stronie sceny politycznej wybrano w Kolumbii i Peru. To zjawisko się rozprzestrzenia, ponieważ lewica generuje jedynie biedę oraz szalone, utopijne idee: marksistowskie, neomarksistowskie, czy ekomarksistowskie, jak zielony marksizm.
Rumunia ma jeden z największych deficytów budżetowych w Unii Europejskiej, podobnie jak Polska. Jak pańska partia AUR chce zmniejszyć deficyt bez narzucania bolesnej polityki oszczędności zwykłym ludziom?
To nie tylko problem Rumunii, ale rzeczywiście w Rumunii mamy prawie największy deficyt budżetowy w Unii Europejskiej. Konkurujemy tu z Polską. To wstyd, ponieważ to, co Mateusz Morawiecki zrobił z polską gospodarką, było gospodarczym cudem. Sukces Karola Nawrockiego polega na tym, że Polska została dołączona do G20.
W Rumunii mamy nie tylko deficyt budżetowy, ale również inflację — 11 procent. Jedyną drogą jest ograniczenie biurokracji i administracyjna reorganizacja państwa, podobna do tej, którą wy przeprowadziliście z województwami. To oczywiście nie jest przyjemne, ale musimy iść śladem modelu Javiera Mileia: uwolnić rynki, wspierać prywatną gospodarkę i sektor prywatny.
Mamy również kryzys demograficzny — zarówno w Rumunii, jak i w Polsce. W Rumunii na 20 milionów obywateli aż 6 milionów mieszka za granicą. Nawet gdybyśmy byli w stanie wojny, coś takiego nie powinno się wydarzyć: 6 z 20 milionów. To wręcz jest straszne.
Polacy 6, 7 czy 10 lat temu pracowali na przykład w Wielkiej Brytanii. Byli największą społecznością, a język polski należał do najczęściej słyszanych języków. Teraz podobną sytuację mamy tam z językiem rumuńskim. Musimy doprowadzić do powrotu naszych obywateli, koncentrując się na gospodarce własnego kraju, a nie na Zielonym Ładzie, nie na sprowadzaniu nielegalnej migracji i nie na niszczeniu duszy oraz tkanki naszego narodu.
Wielu Rumunów jest rozgniewanych inflacją, niskimi płacami i emigracją, o której właśnie Pan mówił. Jaką prognozę gospodarczą daje Pan ludziom, którzy mówią, że nie mogą zbudować przyszłości we własnym kraju?
Jako przykład wskazuję Polskę. To Polska jest dla nas modelem sukcesu. Nawet jeśli macie skorumpowaną, chciwą klasę polityczną, która nie dzieli się bogactwem i korzysta z prywatnych saloników VIP w szpitalach czy jachtów, to Polska zdecydowanie pozostaje przykładem.
Widzę, że jest Pan bardzo dobrze poinformowany o Polsce.
Jak Pan Redaktor wie, jestem fanem naszej wspólnej historii. Dzielimy tę samą teraźniejszość i tę samą przyszłość. Jeśli chcemy przetrwać jako narody, musimy to zrobić poprzez współpracę regionalną. To jedyne rozwiązanie — plan wyobrażony przez marszałka Piłsudskiego w okresie międzywojennym. W trudnych czasach musimy podążać za prawdziwymi liderami i ludźmi, którzy odnieśli sukces. Śledziłem propozycję Karola Nawrockiego dotyczącą planu SAFE. Uważam ją za strategicznie zrównoważoną dla przyszłości. Nie można pożyczać pieniędzy i pozwalać innym ingerować w swoje życie gospodarcze i polityczne.
Dlatego mówię obywatelom Rumunii: jeśli mamy szukać modeli do naśladowania, jednym z nich jest model polski. Polska potrafiła osiągnąć tak duży wzrost PKB i sprowadzić z powrotem do kraju pół miliona obywateli za poprzedniego rządu.
Teraz jednak nawet w Polsce sytuacja zaczyna się pogarszać. Czekam, aż polski naród odpowie chciwemu i skorumpowanemu politycznemu bagnu.
Rumunia jest kluczowym państwem NATO na wschodniej flance. Graniczycie z Ukrainą. Jak pan patrzy na tę wojnę? Kto ją wygra — Rosja czy Ukraina?
Nikt nie wygrywa wojny. To była niesprawiedliwa wojna okupacyjna, jakich my, Rumuni i Polacy, doświadczyliśmy w naszej historii.
Wojny karmią wiele interesów — i ta konkretna wojna również. Teraz nadszedł czas pokoju, bo to donikąd nie prowadzi. Strony utknęły, a rozwiązaniem jest prawda.
Nie będzie trwałego pokoju i nie będzie uznanych granic tymczasowych przez najbliższe 10–20 lat. Nie opowiadam się za trwałymi granicami ani za stałym porozumieniem pokojowym, ponieważ my sami cierpieliśmy z powodu grabieży terytorialnych po pakcie Ribbentrop-Mołotow i po II wojnie światowej. Nikt nie może wymagać czegoś takiego od suwerennego, niezależnego narodu.
To teraz gorący temat. W Polsce wielu ludzi jest zaniepokojonych polityką historyczną Ukrainy, zwłaszcza gloryfikacją postaci i formacji odpowiedzialnych za zbrodnie przeciw Polakom. Jak patrzy się na to w Rumunii, w pana partii i w mediach? Co Pan sądzi o obecnej postawie Ukrainy?
Uważam się za człowieka sprawiedliwego, który dba o interes narodowy, ale jednocześnie zgadza się z ideą pokoju światowego i pokoju między narodami. Od pierwszego dnia tej strasznej wojny rozpoczętej przez Rosjan wspieraliśmy Ukrainę.
Dwa tygodnie temu udzieliłem wywiadu jednemu z nowych portali w Polsce, ale nie opublikowano moich odpowiedzi. Zapytałem, dlaczego ich nie publikują. Odpowiedź była taka, że powiedziałem, iż Ukraińcy w ogóle nie są wdzięczni i zachowują się w stylu rosyjsko-sowieckim, a to przecież prawda.
My to opublikujemy.
Proszę opublikować wszystko, co powiedziałem, słowo w słowo, ponieważ nie można cenzurować prawdy.
Moim zdaniem to stwierdzenie jest słuszne. Nie jestem żadnym fanem Rosjan. Walczyłem z nimi i z rosyjską propagandą w Mołdawii. Z tego powodu mam zakaz wjazdu do Mołdawii.
Ale mówiłem także prawdę o rumuńskiej mniejszości. Na Ukrainie mamy pół miliona osób mówiących po rumuńsku i one cierpią, ponieważ Ukraińcy ich nie szanują. Polska, która bardzo dużo pomogła Kijowowi, również nie zasługuje na takie traktowanie.
Ukraina rzeczywiście naśladuje systemy faszystowskie i sowieckie: gloryfikuje Banderę i upiera się, że Rumuni nie mają prawa do szkół. Dotyczy to każdej mniejszości. Nie można pokonać Rosjan, robiąc to samo, co robią Rosjanie.
Od czasów liceum i uniwersytetu krytykowałem styl sowiecki i rosyjski. A Ukraińcy robią to samo. Dlatego nasze stanowisko nie może być inne. Dlatego nie podoba nam się to, co robi Zełenski.
Niektórzy mówią przez to, że jesteśmy prorosyjscy. Ale proszę wybaczyć — po czterech latach cierpienia, również dla obywateli Rumunii, musimy mówić prawdę. Rumunia zapłaciła bardzo dużo. Nie mamy przejrzystości, nie wiemy, ile dołożyliśmy się do tej wojny. Jeśli nie jesteś transparentny, zachowujesz się jak Putin, a tak zachowują się obecnie Ukraińcy z Zełenskim na czele.
W Polsce nie jest dziś tajemnicą, że obecny szef BND był wcześniej ambasadorem na Ukrainie. Wiele osób uważa, że miał wpływ na Zełenskiego i na takie — moim zdaniem oraz zdaniem wielu ludzi — irracjonalne działania polityczne jak gloryfikacja bandytów i morderców, czyli OUN-UPA, Bandery i jego ludzi. Czy uważa Pan, że Niemcy miały na to wpływ?
Może pan sobie wyobrazić, jak fatalnie się czuję, kiedy mieliśmy agentów BND jako premierów i prezydentów Rumunii, a jeden z nich jest dziś rzekomo proponowany jako drugi kandydat na premiera.
Kto wie? O Lechu Wałęsie dowiedzieliśmy się dopiero po latach. Być może podobne rzeczy usłyszymy także o polskich liderach.
Czyli styl rosyjski pod niemiecką kontrolą?
Niestety. Ale powstaniemy, tak jak robiliśmy to wiele razy w naszej historii. Musimy uczyć się z przeszłości, aby jej nie powtarzać.
Wojna dotarła także do bezpośrednio nas, ponieważ mieliśmy rosyjskiego drona w Gałaczu. A tydzień później doszło do niewyjaśnionej sprawy, dokładnie miesiąc temu, dotyczącej drona — morskiego drona — który pojawił się w Konstancy. Przepłynął przez kilka kanałów i było niemożliwe, aby znalazł się tam przez pomyłkę. Był 500 metrów od wielkiego składu azotu. Tylko Bóg nas ochronił. Dron napotkał naturalną, plastikową przeszkodę, która uniemożliwiła mu dotarcie do składu azotu. To niewiarygodne.
Warto to wyraźnie podkreślić, że ten dron był ukraiński. Rano został sfilmowany przez cywilów. Wszyscy przychodzili i robili zdjęcia — o szóstej, siódmej rano. A o 10.30 rumuńskie władze zostały powiadomione przez władze ukraińskie, że za pół godziny ten dron dokona autodestrukcji.
Tylko Bóg ocalił nas przed początkiem III wojny światowej, bo proszę sobie wyobrazić, jaki byłby tego rezultat. Część Konstancy zostałaby zmieciona z powierzchni ziemi. Nikt nie wiedziałby, czy był to dron rosyjski, czy ukraiński. Dziesiątki tysięcy obywateli NATO mogłyby stracić życie. Dlatego musimy być bardzo, bardzo ostrożni.
Widzę też ataki terrorystyczne w Monako, gdzie tego typu rzeczy nigdy wcześniej się nie zdarzały. Widzę ludzi gotowych zeznawać o korupcji na Ukrainie, którą bardzo dobrze znamy.
Kiedy w pierwszych miesiącach wojny wysyłaliśmy ciężarówki z pomocą humanitarną na Ukrainę, ukraińska policja zatrzymywała naszych kierowców, żądała dokumentów i łapówek. Znamy to bardzo dobrze. To wprost niewiarygodne.
Wiemy także, że w pierwszych miesiącach konfliktu z Ukrainy do Rumunii wjeżdżały kolejne samochody i ciężarówki załadowane gotówką. Wiem o tym bardzo dobrze, ponieważ według oświadczeń rumuńskiej policji granicznej i oficjalnych wypowiedzi straży granicznej do Rumunii wjechało niemal miliard euro w gotówce — w czasie mojej kampanii wyborczej, kiedy miałem zostać prezydentem Rumunii.
Zastanawiam się, gdzie poszły te pieniądze. Czy posłużyły do przekupywania influencerów i wyborców? Zastanawiam się też, czy Ukraina, z całymi pieniędzmi, które otrzymała od państw zaangażowanych w pomoc, nie angażuje się teraz w politykę na Węgrzech, w Rumunii i w innych krajach.
Być może używają naszych pieniędzy przeciwko nam.
Nie jestem prorosyjski dlatego, że mówię prawdę. Wszystko, co panu powiedziałem, wynika z tego, że Rosja ma własne interesy, Ukraina ma własne interesy, ale my także mamy własne interesy.
Dodam jeszcze, że Już po wyborach w Rumunii Nicușor Dan przyznał: tak, George Simion nie wyprowadziłby Rumunii ani z Unii Europejskiej, ani z NATO. To była kłamliwa narracja. Ale George Simion nie dawałby pieniędzy Ukrainie. I to jest różnica, która denerwuje wielu ludzi w Bukareszcie, Kijowie i Brukseli.
Jesteśmy w trudnej sytuacji gospodarczej i moja wizja — jestem tego pewien — może pomóc wszystkim naszym krajom.
Dwa dni temu udzieliłem wywiadu bułgarskiemu dziennikarzowi. Powiedział mi: wiemy wszystko, co dzieje się w Paryżu i Brukseli, ale nie wiemy nic o tym, co dzieje się w naszych sąsiednich krajach.
Musimy więc bardziej współpracować. Musimy lepiej rozumieć, że sposób działania niektórych organizacji pozarządowych, sędziów czy mediów głównego nurtu jest podobny w Polsce, Rumunii i innych państwach.
Uprzejmie dziękuję Panu za rozmowę.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.