Sprawa jest tym bardziej wrażliwa, że FSSPX znajduje się dziś w ostrym konflikcie ze Stolicą Apostolską. Światowe media podały, że Watykan uznał święcenia czterech biskupów bez zgody papieża Leona XIV za akt schizmatycki i ogłosił sankcje wobec Bractwa. Wcześniej papież apelował do lefebrystów, by nie dokonywali konsekracji bez mandatu papieskiego, ostrzegając przed rozłamem i zgorszeniem wiernych.
W centrum tej historii pojawia się ks. Wiktor Pasicznik FSSPX. Polski serwis Bractwa informował w 2018 roku, że urodził się on w Moskwie w 1982 roku, a święcenia kapłańskie otrzymał w seminarium FSSPX w Zaitzkofen w Niemczech. Według tekstu Bractwa był jednym z pierwszych rosyjskojęzycznych kapłanów w historii tego środowiska.
Autor opisuje jednak nie tylko biografię duchownego, lecz także sposób, w jaki postać tradycjonalistycznego księdza zaczęła funkcjonować w rosyjskiej opowieści o wojnie. „W mediach od kilku dni krąży jeszcze jeden wątek – opisany przez niezależny białoruski portal monitorujący sytuację religijną i przez »Naszu Niwę«: Pasicznik ma regularnie jeździć z pomocą humanitarną na okupowane przez Rosję tereny obwodów donieckiego i ługańskiego” – zauważa publicysta. Jednocześnie zastrzega, że wątek ten opiera się przede wszystkim na tekstach rosyjskiej pisarki Jeleny Czudinowej, monarchistki i zwolenniczki separatystów Donbasu.
To zastrzeżenie jest ważne. Na obecnym etapie nie ma publicznie dostępnych dowodów, że mińska wspólnota FSSPX jest „przykrywką” dla rosyjskich lub białoruskich służb. Jest natomiast faktem, że osoby i środowiska związane z rosyjską propagandą chętnie wykorzystują symbole religijne, tradycjonalistyczne i antyliberalne do legitymizowania wojny. Gospodarek pisze wprost, że „rosyjscy publicyści o wyraźnej agendzie nacjonalistyczno-monarchistycznej i pisarze-kombatanci aktywnie wykorzystują postać zachodniego, tradycjonalistycznego księdza katolickiego jako symbol legitymizujący wojnę”.
Najbardziej wymowny jest motyw Wandei. W rosyjskiej narracji prowojennej Donbas bywa przedstawiany jako współczesny bastion „tradycyjnej Europy” walczącej z liberalnym Zachodem. Gospodarek zauważa, że „sięgnięcie po metaforę »Wandei« nie jest przypadkowe” – ma łączyć rosyjski imperialny konserwatyzm z zachodnim katolickim integryzmem. „Umieszczenie w tej opowieści zachodnioeuropejskiego integrysty katolickiego (…) jest ideologicznie wygodne: łączy dwa nurty antyliberalnego konserwatyzmu, zachodni i rosyjski, w jedną, spójną dla czytelnika opowieść o »obronie tradycji«” – podkreśla.
W tle pojawia się jeszcze nazwisko Tomasza Szmydta, byłego polskiego sędziego, który w maju 2024 roku uciekł na Białoruś i poprosił tamtejszy reżim o azyl. Prokuratura podejrzewa go o szpiegostwo, a polski sąd wydał wobec niego Europejski Nakaz Aresztowania. PAP informowała, że wniosek o ENA trafił do sądu, a TVN24 przypominał, że były sędzia był poszukiwany listem gończym i podejrzany o szpiegostwo.
Gospodarek wskazuje, że Szmydt promował w mediach społecznościowych rozkład nabożeństw mińskich lefebrystów. I od razu dodaje ostrożne, ale istotne zastrzeżenie: „Sam fakt, że to właśnie Szmydt promował rozkład nabożeństw mińskich lefebrystów, nie dowodzi oczywiście żadnej głębszej organizacyjnej więzi między nim a Bractwem”. Publicysta ocenia jednak, że jest to „dość wymowne”, bo pokazuje przynajmniej punkt styku między kręgiem religijnego tradycjonalizmu w Mińsku a osobami funkcjonującymi w białorusko-rosyjskiej machinie propagandowej przeciw Polsce i Zachodowi.
To właśnie tu zaczyna się szerszy problem bezpieczeństwa. Rosyjskie służby i aparat propagandowy od lat wykorzystują organizacje religijne, duchownych i język „obrony tradycji” jako narzędzia wpływu. CEPA pisała, że Kreml coraz częściej używa duchownych rosyjskiej Cerkwi prawosławnej jako propagandystów i agentów wpływu, a nawet jako zaplecza działań szpiegowskich. RMF24 w tekście „Szpiedzy w sutannach” przypominało, że Moskwa wykorzystuje duchownych nie tylko do szerzenia propagandy, ale również do rozpoznania w państwach UE i NATO.
Najlepiej udokumentowany jest przykład rosyjskiej Cerkwi prawosławnej i patriarchatu moskiewskiego, ale mechanizm jest szerszy: służby i propaganda szukają środowisk wrażliwych na antyliberalne, antyzachodnie, antyunijne i „antyglobalistyczne” hasła, a następnie próbują wpiąć je w narrację Kremla. Brytyjski rząd objął sankcjami patriarchę Cyryla za „wsparcie i poparcie wojny Putina”, a CEPA i Atlantic Council wskazywały, że duchowy język Kremla służy przedstawianiu agresji przeciw Ukrainie jako wojny cywilizacyjnej.
Reuters opisał także, jak Rosja rekrutowała prawosławnych duchownych w Mołdawii, by wpływać na wyborców i osłabiać proeuropejski kurs kraju. Według agencji księża byli zabierani do Moskwy, otaczani szczególną opieką, a następnie wykorzystywani w operacjach wpływu. To pokazuje, że religia w strategii rosyjskiej nie jest tylko dodatkiem propagandowym. Bywa kanałem dotarcia do wspólnot, które ufają duchownym bardziej niż politykom.
W przypadku FSSPX sytuacja jest inna niż w przypadku struktur podległych patriarchatowi moskiewskiemu. Bractwo nie jest rosyjską Cerkwią i nie można automatycznie przypisywać mu zależności od Kremla. Jednak w warunkach Białorusi i Łukaszenki legalne funkcjonowanie każdej nietypowej organizacji, zwłaszcza religijnej i transgranicznej, odbywa się pod czujnym okiem aparatu państwa. A aparat ten jest ściśle powiązany z rosyjskimi służbami i wojną informacyjną przeciw Polsce, Ukrainie i Zachodowi.
Dlatego sprawa mińskiej kaplicy, ks. Pasicznika i rosyjskich tekstów gloryfikujących jego obecność w Donbasie wymaga ostrożności, ale nie lekceważenia. Gospodarek stawia pytanie najuczciwiej: „Czy sam ks. Pasicznik świadomie uczestniczy w tej narracji, czy też stał się jej bohaterem za sprawą cudzej twórczości literackiej, to pytanie otwarte”.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.