W badaniu przeprowadzonym przez SW Research na zlecenie Onetu aż 35,2 proc. Polaków źle ocenia działanie alertów. Pozytywne oceny to 34,8 proc., a 30 proc. nie ma zdania. Badanie przeprowadzono w dniach 29-30 września.
Biorąc pod uwagę to, jakie zadania ma wspomniany system, taka ocena to co najmniej żółta kartka dla rządzących. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie tak często jest on używany w związku z rosyjskimi atakami na Ukrainę i prowokacjami.
Wiele o problemie mówi komentarz Dr Tomasza Zielińskiego, lekarza rodzinnego i prezesa Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców. Ten w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” wskazał, że w momencie otrzymania alertu nie do końca wiadomo, co robić. Relacjonuje, że tak było w miniony poniedziałek:
„Nie wiedziałem, co zrobić. Przerwać pracę i odesłać pacjentów do domu czy zaprowadzić pacjentów do schronu. Tylko gdzie jest schron?”.
Dodał przy tym, że w tej ocenie nie jest odosobniony – podobne spostrzeżenia mieli inni lekarze. W rozmowie z wojewodą lubelskim i szefem tamtejszego oddziału NFZ usłyszał, że przerwa w pracy związana z alertem nie będzie wiązała się z konsekwencjami. Dodał jednak, że czeka na tę deklarację na piśmie.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.