Szymon Hołownia nie może zaliczyć ostatnich lat do udanych. Najpierw – zgodnie z umową koalicyjną – utracił stanowisko Marszałka Sejmu, które piastuje obecnie Włodzimierz Czarzasty z Lewicy.
Hołownia przestał być również przewodniczącym Polski 2050 – partii, którą sam powołał. Same zaś wybory nowego przewodniczącego odbywały się w dziwnych okolicznościach – pierwsze głosowanie anulowano ze względu na niemożliwość policzenia głosów.
W międzyczasie były prezenter starał się także o objęcie stanowiska Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców, jednak starania te nie przyniosły żadnego rezultatu.
Z kolei partia Hołowni notuje marginalne poparcie w sondażach i nic nie wskazuje, aby jej politycy mieli jakiekolwiek szanse na wejście do Sejmu.
Niedawno pojawiły się jednak doniesienia, że Hołownia miałby wrócić do pierwszoligowej polityki i stać się członkiem rządu Donalda Tuska. W przestrzeni publicznej była mowa o stanowiskach ministra kultury, ministra funduszy i polityki regionalnej, a nawet wicepremiera.
Zdaniem politologa dr. hab. Bartłomieja Biskupa jest to jednak mało prawdopodobny scenariusz.
„Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby tak się stało. Przede wszystkim z uwagi na zmiany w Polsce 2050, przecież dopiero kilka miesięcy temu wybrano nową przewodniczącą. Taki ruch byłby bez sensu” – powiedział Biskup na falach Radia ZET.
„Mamy przed sobą ostatni rok kadencji, więc wszystkie działania będą tak naprawdę skutkowały układaniem się pod wybory parlamentarne w 2027 roku. Wszyscy będą skupieni na tym, jak się ustawić, jakie konfiguracje przyjąć, jakie listy czy koalicje” – dodał.
W jego ocenie wejście Hołowni do rządu wcale nie byłoby korzystne dla Donalda Tuska.
„To by premierowi nie służyło w tym sensie, że zyskałby kolejnego rywala, kolejną wyrazistą postać z dużymi ambicjami w obozie władzy” – stwierdził politolog.
Ponadto nie przyczyniłoby to się ani do poprawy notowań Koalicji Obywatelskiej ani samego Hołowni, który w oczach wielu Polaków ma opinię polityka przegranego.
„Przy jego rozpoznawalności to, czy byłby ministrem lub wicepremierem, czy nie, nie miałoby większego znaczenia. Nie jest mu to też do niczego potrzebne, bo np. jako minister przez rok do wyborów nic znaczącego nie zdążyłby przeprowadzić. Wprost przeciwnie: zawsze mu się może coś wysypać i jeszcze przed wyborami musiałby za to brać odpowiedzialność” – dodał Biskup.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.