Przydacz w rozmowie z RMF FM przyznał, że prezent rzeczywiście trafił także do polskiego prezydenta. „Rzeczywiście prezydent Turcji każdemu ze swoich gości ofiarował tego typu prezent. Ja dokładnie nie wiem, czy to jest replika, czy to jest jakiś oryginał. Na pewno nikt nie będzie z niego strzelał” — powiedział prezydencki minister.
Według Reutersa Erdogan podarował przywódcom NATO zabytkowo stylizowane tureckie rewolwery Gumusay .357 Magnum, umieszczone w drewnianych pudełkach z turecką flagą, logo NATO i inskrypcją. Gest miał być nie tylko pamiątką ze szczytu, ale także symboliczną promocją tureckiego przemysłu obronnego, który w ostatnich latach znacząco zwiększył eksport broni strzeleckiej.
Nietypowy charakter podarunku wywołał jednak praktyczne problemy. Reuters relacjonował, że reakcje delegacji były różne: część przywódców przekazała broń odpowiednim służbom lub ambasadom, inni planowali ją zdeponować, zdezaktywować albo przekazać do muzeów. Brytyjski premier Keir Starmer miał otrzymać wraz z rewolwerem zestaw do czyszczenia i 500 nabojów, ale — jak podawały media — broń nie wróciła z nim do Londynu w zwykłym trybie.
W przypadku Karola Nawrockiego sprawą zajęły się polskie procedury. Przydacz poinformował, że prezent został „skierowany przez KPRP na lotnisku na Okęciu do odpowiedniego oclenia i zbadania prawnego”. Jak dodał, chodzi o to, „aby wszystko było zgodnie z przepisami prawa” i żeby urzędnicy ocenili, jak należy potraktować taki podarunek.
Prezydencki minister podkreślił jednocześnie, że Kancelaria Prezydenta nie traktuje sprawy jako incydentu, lecz jako gest dyplomatyczny gospodarza szczytu. „Prezent trafi oczywiście do odpowiedniego miejsca, magazynu, tak aby był po pierwsze bezpieczny, po drugie uszanowany jako prezent” — tłumaczył Przydacz. Zaznaczył też, że w dyplomacji przyjęcie prezentu od gospodarza jest normalną praktyką, choć forma tego konkretnego upominku okazała się wyjątkowo niecodzienna.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.