Campbell zaczyna spokojnie, ale od razu dotyka sedna sporu. „Po długich rozważaniach i modlitwie postanowiłem opuścić Bractwo św. Piusa X” — napisał do bp. Fellaya. Jak wyjaśnił, problemem nie były emocje, lecz narastające przekonanie, że praktyczna postawa Bractwa prowadzi do niebezpiecznego paradoksu: z jednej strony odrzuca ono kierownictwo Stolicy Apostolskiej, z drugiej samo ustanawia się sędzią tego, czym jest prawdziwa Tradycja.
Najmocniej brzmi jego pytanie o prywatną interpretację Magisterium. Campbell zauważa, że Bractwo uznaje posłuszeństwo papieżowi tylko wtedy, gdy jego wypowiedzi uzna za zgodne z wcześniejszym nauczaniem. „Skąd więc wiemy, kiedy potwierdza on Tradycję?” — pyta. I odpowiada, że taka ocena jest „z konieczności subiektywna i obarczona niebezpieczeństwem”. Pada też zdanie szczególnie ostre: „Prywatna interpretacja aktów Magisterium jest nie mniej niekatolicka niż prywatna interpretacja Pisma Świętego”.
Kapłan wskazuje, że Stolica Apostolska ma „boską gwarancję pomocy Ducha Świętego”, podczas gdy prywatne środowisko, nawet przekonane o własnej wierności Tradycji, takiej gwarancji nie posiada. W jego ocenie praktyka Bractwa prowadzi do sprzeczności: jeśli każdy sam miałby oceniać, kiedy papież i biskupi są wierni Tradycji, pojawiłby się chaos; jeśli zaś rozstrzyga to kierownictwo Bractwa, powstaje zastępczy autorytet stojący ponad realną władzą Kościoła.
Campbell pisze również o konsekwencjach teologicznych. Jego zdaniem, mimo licznych prób wyjaśniania własnego stanowiska, Bractwo w praktyce musi przyznać, że „Kościół popełnił błąd”, a więc nie zdołał prowadzić dusz do zbawienia. „Pomimo naszych gorących protestów, nie możemy uniknąć praktycznej herezji, twierdząc, że Kościół nie jest nieomylny” — stwierdza. To właśnie tutaj jego list przestaje być tylko osobistym rozstaniem, a staje się oskarżeniem o wewnętrzną nielogiczność całej konstrukcji.
Były ksiądz Bractwa przyznaje, że początkowo wstąpił do FSSPX, aby „uwolnić się od liberałów”, bo nie chciał, by inni myśleli za niego. Potem jednak — jak pisze — odkrył, że wpadł w podobną zależność po drugiej stronie. „Teraz jednak okazuje się, że to tradycjonaliści myślą za mnie” — stwierdza. I dodaje jedno z najważniejszych zdań całego listu: „Jedyna prawdziwa wolność leży w jedności ze Stolicą Piotrową; teraz to rozumiem”.
Campbell uderza także w pojęcie „Kościoła soborowego”, którym środowiska radykalnego tradycjonalizmu często opisują posoborową rzeczywistość kościelną. Pyta, czym właściwie miałby być ten byt: Kościołem odstępczym, który jednak posiada hierarchię i zwyczajną jurysdykcję? „Czym jest ten hybrydowy Kościół Vaticanum II; ten potwór, który jest w połowie Chrystusem, a w połowie szatanem?” — pyta w dramatycznym fragmencie listu.
Osobny wątek dotyczy osoby abp. Marcela Lefebvre’a. Campbell podkreśla, że wierzy w jego moralną uczciwość, ale przypomina, że świętość nie oznacza nieomylności. „Moim autorytetem nie jest człowiek, lecz Kościół” — pisze. Wskazuje przy tym na atmosferę, w której opinie założyciela Bractwa zaczęły funkcjonować jak niemal obowiązująca norma, a wątpliwości wobec nich były odbierane jako zagrożenie albo „pokusa”.
Watykan od lat oceniał sytuację Bractwa jako poważny problem kościelny. Jan Paweł II w motu proprio „Ecclesia Dei” po konsekracjach biskupich dokonanych przez abp. Lefebvre’a w 1988 roku pisał, że u źródła aktu schizmatyckiego leży „niepełne i sprzeczne pojęcie Tradycji”, ponieważ nie uwzględnia ono żywego charakteru Tradycji w Kościele. Benedykt XVI w 2009 roku przypominał natomiast, że dopóki Bractwo nie ma statusu kanonicznego w Kościele, jego duchowni „nie wykonują prawowicie żadnej posługi w Kościele”.
Najbardziej poruszająca część listu dotyczy powrotu. Campbell przewiduje zarzut, że „wraca do Novus Ordo”, po czym odpowiada: „Nie, powrócę do Kościoła katolickiego”. Nie idealizuje jednak tej drogi. Pisze, że nie idzie „na zielone pastwiska”, bo „pole Pana jest brązowe i surowe”. Przyznaje, że może tęsknić za bezpieczeństwem i spokojem tradycjonalistycznego świata, ale uznaje ten spokój za odcięcie się od burzy, w której żyje Lud Boży.
List kończy się osobistym tonem. Campbell dziękuje Bractwu za formację kapłańską, ale stwierdza, że dziecko „nie może podążać za ojcem w błąd”. „Moje sumienie nie pozwala mi trwać w całkowitym podważaniu wszelkiej władzy kościelnej na rzecz naszego własnego osądu. Czyż nie na tym polega schizma?” — pyta. I dodaje, że nie żywi urazy, lecz musi być posłuszny sumieniu.
Świadectwo ks. Campbella jest ważne nie dlatego, że zamyka spór o Bractwo św. Piusa X, ale dlatego, że pokazuje go od środka — jako dramat sumienia, autorytetu i rozumienia Tradycji. To głos człowieka, który nie odszedł od wiary, lecz uznał, że nie może bronić Tradycji przeciwko Kościołowi, któremu ta Tradycja została powierzona.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.