Uwaga

Agresywny policjant nadal nie poniósł konsekwencji?

Sprawa bójki na stacji paliw w Wałbrzychu zaczyna budzić pytania nie tylko o sam przebieg awantury, ale również o tempo i zdecydowanie działań policji wobec funkcjonariuszy, którzy mieli brać udział w zajściu. Mimo że sprawa trafiła do Wydziału Kontroli dolnośląskiej policji, komendant policji w Jeleniej Górze nadinsp. Krzysztof Lewandowski nadal normalnie wykonuje obowiązki.

2 min czytania
Bijatyka na stacji o paliwo
Bijatyka na stacji o paliwo · fot. Screenshot - X

Na nagraniu widać szarpaninę przy dystrybutorach. Według informacji przekazanych przez policję, jeden z funkcjonariuszy po służbie sięgnął po pałkę teleskopową. Uczestnicy zajścia złożyli na siebie wzajemne zawiadomienia dotyczące naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia.

„Pracował i pracuje”

Najwięcej pytań rodzi fakt, że mimo wszczęcia czynności wyjaśniających osoby funkcyjne nie zostały odsunięte od obowiązków.

– Pracował i pracuje – potwierdziła oficer prasowa jeleniogórskiej policji Edyta Bagrowska, pytana o komendanta Krzysztofa Lewandowskiego.

Z kolei nadkom. Marcin Świeży z wałbrzyskiej policji bronił decyzji funkcjonariusza, który poza służbą użył pałki.

– Policjantem się jest 24 godziny na dobę. De facto poinformował uczestników, że jest policjantem okrzykiem „policja!”. Oni mieli świadomość, że to jest policjant. A że się nie dostosowali, użył pałki służbowej – tłumaczył.

Rzecznik dodał też:

– Oczywiście dokonamy czynności wyjaśniających, jednakże stoję na stanowisku, że miał do tego prawo. Zweryfikowane zostanie tylko, czy użyto tej pałki właściwie i bez nadużyć.

Taki sposób komunikowania sprawy może budzić wątpliwości co do bezstronności wewnętrznego postępowania. Zanim zakończono czynności, już publicznie wyrażono przekonanie, że funkcjonariusz miał prawo działać w ten sposób.

Policja zapewnia, że sprawa „wymaga kompleksowego wyjaśnienia”. Jednocześnie jednak osoby związane ze zdarzeniem pozostają na stanowiskach, a szczegółowych informacji ze strony dolnośląskiej policji jest niewiele.

To wszystko rodzi pytanie, czy w sytuacji, gdy uczestnikami incydentu są sami funkcjonariusze, procedury nie stają się bardziej ostrożne i znacznie wolniejsze niż wobec zwykłego obywatela.

Nie oznacza to jeszcze, że ktokolwiek jest winny. O tym zdecydują dopiero odpowiednie organy i ewentualnie sąd. Trudno jednak nie zauważyć, że przy tak głośnej sprawie opinia publiczna ma prawo oczekiwać szybkiego, przejrzystego i możliwie niezależnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności.

Źródło: mp/X, niezalezna.pl, Fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej