Słowa te spotkały się z ostrą krytyką ze strony publicystów i rodzin ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Krytycy podkreślają, że dla wielu rodzin temat ekshumacji nie ma charakteru politycznego, lecz humanitarny i moralny.
Publicysta Olgierd Jarosz na łamach portalu wPolsce24.tv napisał, że „dla tysięcy polskich rodzin, które do dziś nie wiedzą, gdzie leżą ich zamordowani bliscy, takie słowa brzmią jak policzek”. Autor zwraca uwagę, że na terenach dawnych Kresów wciąż istnieją liczne nieoznaczone miejsca pochówku ofiar.
W debacie ponownie powrócił temat blokowania przez Ukrainę prac ekshumacyjnych w poprzednich latach. Dopiero w ostatnim czasie udało się rozpocząć część badań archeologicznych i identyfikacyjnych, m.in. w Puźnikach. Według relacji badaczy odnajdywane są tam szczątki kobiet i dzieci zamordowanych podczas antypolskich czystek etnicznych.
Krytycy stanowiska Michnika argumentują, że ekshumacje ofiar zbrodni wojennych są standardową praktyką stosowaną po konfliktach i ludobójstwach na całym świecie. W dyskusji przywoływane są przykłady Katynia, Srebrenicy czy miejsc związanych z Holocaustem.
„Prawdziwe pojednanie między narodami wymaga prawdy, a nie jej tuszowania” – napisał Jarosz, podkreślając, że pamięć o ofiarach nie powinna być podporządkowywana bieżącej sytuacji geopolitycznej.
Adam Michnik, na zlocie śmietanki demokratycznej, na Impact’26
— Bꓭambo (@obserwujesobie) May 14, 2026
„To rozpętywanie tej awantury wokół Wołynia, nagłe domaganie się (brutalne) rozkopywać te groby, te groby sprzed 80 lat, mnie się to wydaje absurdalne i niebezpieczne, no.”
PS
Transkrypcja nieoryginalna 😬 pic.twitter.com/L5Xhhlu6HK
