Podczas rozmowy prowadzący program Grzegorz Sroczyński zapytał rzecznika Lewicy wprost o wysokość jego wynagrodzenia za pracę w partii. Michnik początkowo zareagował wyraźnym zaskoczeniem. – „O jejku” – odpowiedział, po czym przyznał, że nie jest pewny, czy chce rozmawiać o takich kwestiach publicznie.
Dziennikarz przypomniał jednak, że jawność płac jest jednym z postulatów środowiska politycznego, które reprezentuje rzecznik. W odpowiedzi Michnik stwierdził jedynie, że są to „pieniądze, za które da się przeżyć” oraz „za które nawet da się godnie żyć”.
Najwięcej komentarzy wywołał jednak inny fragment rozmowy. Dopytywany, dlaczego nie chce ujawnić wysokości wynagrodzenia, rzecznik Nowej Lewicy powiedział: „Nie wiem, jakoś tak z domu jestem nauczony, że nie rozmawia się o takich rzeczach”.
Sroczyński zwrócił uwagę, że informacje dotyczące wynagrodzeń osób pełniących funkcje publiczne lub finansowanych ze środków publicznych często można uzyskać w trybie dostępu do informacji publicznej. Michnik odpowiedział wtedy: „Niech pan się nie krępuje”.
Cała sytuacja szybko została podchwycona w mediach społecznościowych, gdzie pojawiły się zarzuty o brak konsekwencji i rozdźwięk między politycznymi deklaracjami a praktyką. Krytycy Lewicy wskazywali, że ugrupowanie regularnie domaga się większej transparentności płac w sektorze prywatnym i administracji, jednocześnie unikając podobnej otwartości w przypadku własnych działaczy.
Ile pan zarabia jako rzecznik Lewicy?
— Patryk Słowik (@PatrykSlowik) May 15, 2026
Rzecznik Lewicy nie odpowiada, bo „z domu jest nauczony, że nie rozmawia się o takich rzeczach”.
Przypominam, że Lewica chciała (chce) wprowadzić jawność płac w prywatnych przedsiębiorstwach i obywatelom. pic.twitter.com/INRYe83Xii
