Xi Jinping od razu nadał spotkaniu poważny ton, mówiąc o „nowym rozdrożu" i „głębokich zmianach" zachodzących na świecie. Przekonywał, że współpraca jest jedyną sensowną drogą – gdy obie strony walczą, obie tracą. Trump rewanżował się komplementami, nazywając Xi „wielkim przywódcą" i zapowiadając relacje „lepsze niż kiedykolwiek".

Zaskoczenie może budzić skład amerykańskiej delegacji. Obok polityków – sekretarza stanu Marca Rubio, szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha czy ministra finansów Scotta Bessenta – Trump przywiózł do Pekinu czołówkę biznesu: Elona Muska, Tima Cooka z Apple'a oraz Jensena Huanga, szefa Nvidii. Wszyscy po wyjściu z sali zgodnie chwalili przebieg rozmów. 

Za kulisami działo się jednak więcej. Chińska agencja Xinhua podała, że zespoły handlowe obu krajów osiągnęły „całościowo pozytywne i wyważone rezultaty" w negocjacjach. Pekin odnowił też licencje importowe dla setek amerykańskich zakładów przetwórstwa wołowiny. Xi miał też powiedzieć szefom korporacji, że „drzwi Chin otworzą się szerzej".

Napięcie wniosła kwestia Tajwanu. Xi określił ją jako „najważniejszą sprawę" w relacjach obu państw, ostrzegając, że złe podejście może doprowadzić do kolizji, a nawet konfliktu. Rzeczniczka rządu Tajwanu Michelle Lee powiedziała  że jedynym źródłem niestabilności w regionie jest militarne zagrożenie ze strony Pekinu. Trump pozostaje w Chinach do piątku.